" "

Wpisy z tagiem: pliki tylko do odczytu

piątek, 27 kwietnia 2012
Gdybym życie opisać chciał swoje i wiedzę miał na to, musiałbym, niczym wiekopomny, twórca nudnych dyrdymałek, nauczyć się przelewać z pustego w próżne.
Do zapełnienia pustki niczym, koniecznym byłoby nauczyć się naczynia lepić z gliny, by nadmiar się nie rozpłynął. Lecz ostrożnie, lecz uważnie, bo raz już nieciekawie skończyło się takie lepienie. Produkt wyszedł nietrwały i jednorazowego użytku, a miał być niezniszczalny i urodziwy nad wszystko, lecz starczył jeden ogryzek, by rozpadł się od jego kwasu na proch…
Życia opisać nie umiem żadnego, a swojego najbardziej, dlatego zatrzymuje się tylko na mgnienie oka w bezustannej drodze ku temu, skąd wyszedłem.
I dojdę do początku, nie zawracając.
Jestem starym, porysowanym aparatem fotograficznym, który w krótkich odsłonach migawki chwyta w locie, to, co ulotne i niepochwytne.
Tylko, jakimś dziwnym żartem losu, czarno-białe pejzaże zapisują się na mojej kliszy, kolorowymi slajdami…
No, nie, to półprawda.
 
Sam je ubarwiam kredkami świecowymi.
poniedziałek, 05 marca 2012
W ubiegłym tygodniu, odebrałem wreszcie swoje wspomaganie do chodzenia, a bez eufemizmów, tzw. mobilizator stopy, a bez wymądrzania, po prostu, protezę.
Czekałem na nią ponad rok – licząc od złożenia zamówienia.
Przyczyny tak długiego oczekiwania były różne, głównie finansowe.
Niby NFZ refunduje 100%, ale owe 100%, w moim przypadku stanowiło 20%, czyli 800zł.
Prawie 1000 zł dorzuciliście Wy, Moi Czytelnicy lub Wasi znajomi, bo nie wszystkie osoby wspierające kojarzę z nazwiska.
Reszta była moja.
A teraz zastanawiam się, czy cała ta inwestycja ma sens i czy nie wyrzuciłem swoich i Waszych pieniędzy w błoto.
Nie, dlatego że sprzęt jest źle wykonany, bo wykonany jest dobrze, tylko ja się chyba do niego już nie nadaję.
Bowiem doprowadziłem swoją kończynę do takiego stanu, że, być może, wkrótce będę musiał dać ją sobie amputować.
Ale nie dowiecie się o tym, bo nie napiszę.
Oczywiście, złożyłem wniosek o dofinansowanie w PFRON, ale z informacji, jakich mi udzielono, wynika, że nie mam szans, bo: nie ma już limitu na ten rok, nie kwalifikuje się do refundacji i lepiej od razu mam się nastawić na odliczenie od podatku.
Moje odliczenia konsumuje komornik, albowiem, chociaż mam rentę niższą, niż ojciec Rydzyk dochody, to komornik zabiera mi z niej 25 % (a czasem więcej) i wszystko, co mógłbym otrzymać z US.
Oczywiście, to moja wina, a nie ojca Rydzyka, że się zadłużyłem ponad stan, ale mimo to ogarnia mnie frustracja, zawiść i inne podobne uczucia, gdy dowiaduje się, iż z w/w nie można skutecznie wyegzekwować grzywny, bo za mało zarabia.
Wracając do protezy.
Jest, jak pisałem, niczym kij od szczotki i tak na niej chodzę.
Dzisiaj robiłem próbę generalną. Poruszając się, niczym Długi John Silver na pokładzie rozchybotanej łajby, szukałem, po raz kolejny w życiu, swojego stylu poruszania.
Byłoby dużo łatwiej, gdybym zgodził się na wykonanie specjalnych butów, ale wtedy musiałbym założyć fundację, żeby je wykupić.
Na razie, wspólnie z synem, przystosowaliśmy zwykłe kamasze na wysokich obcasach. Jeszcze, mimo wszystko, nieco za niskich, bo potrzebowałbym właściwie butów na koturnach.
Dla jednych mój chód będzie śmieszny, a dla innych pokraczny, ale mnie to już nie wzrusza.
Niniejszy wpis jest ostatnim na temat mojego życia i zdrowia pisanym wprost.
Przyszła, bowiem pora, żeby postąpić jak Wołodyjowski z Kmicicem:
 
Wstydu oszczędzić.
 
 
P.S. Klikajcie w reklamy. Naklikaliście już ponad 50zł, ale wybrać można nie mniej niż 100.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Nie opowiadaj o sobie zbyt wiele, bo nie wiadomo, czyj życiorys opowiesz.
środa, 08 lutego 2012
Zaginął podmiot liryczny i konstrukcja się rozsypała.
Gdyby podmiot liryczny nie zaginął, wiedziałbym, jak się rozsypała konstrukcja, a tak, wiedza moja cząstkowa, czyli żadna.
Wiem, że było coś, lecz już nie ma i nie wiem czy nie ma go, czy jego, czy coś, to to, czy coś, to kto, czyli - z nosa gil.
Jestem roztrzęsiony. Zatem - być może - konstrukcja się rozsypała, gdyż się zatrzęsła rezonantycznie od mojego roztrzęsienia. A dlatego, rezonantycznie, a nie inaczej, mimo, iż powodem być mogło przeniesienie drgań, typowe dla rezonansu, gdyż wygląda to bardzo romantycznie, gdy nazwa jest miła dla ucha, mimo, że bezsensowna, jak na przykład Księżyc, który przecież z księdzem nic nie ma wspólnego i księży nie jest, tylko lunatyczny. A mimo to jest i się nazywa, jak się nazywa.
Nie posądzam podmiotu lirycznego o złośliwość, bo co on – biedny – może za złość pokazać?
Rozumiem jednak, iż poczuł w sobie prawo do oporu i sprzeciwu, gdyż każdy ma chwilę, gdy nie ma ochoty być dłużej manipulowany i wykorzystany inaczej, niż by chciał.
A podmiot liryczny nigdy nie miał prawa do własnego zdania. Ba do własnego braku zdania, też nie miał. Robił, co mu kazałem, a jak nie robił, to też robił tak, bo mu kazałem nie robić nic, albo niewiele.
Spoglądam sobie teraz na miejsce podmiotu lirycznego, w którym go nie ma i uśmiecham się żałośnie, ale nie z żalu, tylko, że ten podmiot taki żałosny, bo nie rozumie, iż jego sprzeciw okazany zniknięciem jest równie bezprzedmiotowy, jak zdanie bez podmiotu i orzeczenia.
Jego sprzeciw nie jest buntem.

To nawet nie równoważnik.

środa, 28 grudnia 2011
Zebraliśmy się dla niepoznaki zaraz po świętach, kiedy większość tych innych jeszcze ledwie dźwiga brzuchy napełnione duchową strawą minionej refleksji.
My, niestety, nie możemy sobie na to pozwalać i wcale nie dlatego, że nie mamy dusz (choć nie mamy), jak ci inni, tylko dlatego, że roboty huk z tym permanentnym ratowaniem świata od kosmitów.
Bo my jesteśmy tajna grupa wybawców Ziemi od kosmicznych agresorów.
Nie znacie nas, bo nie jesteśmy od tego by nas znać, tylko od tego by ratować Ziemię i robimy co do nas należy bez ociągania i sumiennie.
Dla jasności wyjawię, że nie mamy nic wspólnego z pacanami w czarnych gangach, bo to są kelnerzy w porównaniu z nami i nadają się jedynie do tego by ich pokazywać w tandetnych filmach dla śmiechu.
My nie wyróżniamy się niczym (może prócz inteligencji, ale chwalić tym się nie wypada, a i tego nie widać) spośród reszty populacji, ale dzięki temu jesteśmy, jak dotąd, stuprocentowo skuteczni, bo jeszcze żaden kosmita się na Ziemi nie pokazał.
To, co niekiedy Wam się przedstawia, jako kosmiczne stworki, to nasz kamuflaż, byście żyli w spokoju i przekonaniu, że kosmici to bajki.
Łatwiej nam wtedy robić swoje.
Wracając do naszego zebrania po świętach. pewnie ciekawi Was jaki był powód.
Juz wyjaśniam. W Wigilię nastąpił zmasowany atak kosmitów. Był to jeden z największych w historii Ziemi od czasów wyginięcia dinozaurów, które, chyba się domyślacie, czym były? Właśnie. To była naprawdę dobra robota i mamy za to po ciemnej kropce, tam gdzie nie widać.
W Wigilię było równie ciężko i pot nam oczy zalewał, i ręce mdlały, ale daliśmy sobie radę, jak zawsze.
Od tego przecież jesteśmy.
A dzisiaj spotkaliśmy się, żeby podzielić się opłatkiem.
Trochę sarkali Muzułmanie w naszych szeregach, ale przecież na Ramadan też piliśmy dopiero po zachodzie Słońca i to na Księżycu, żeby nie było.

Dzisiaj mogliśmy zacząć wcześniej.
 
1 , 2