" "

Wpisy z tagiem: oziębłość

sobota, 18 lutego 2012
Kocham Izoldę!
Tristan
 
Chyba Cię pojebało!
Izolda
sobota, 28 stycznia 2012
Cóż, zima jest przepiękna od kilku dni. Nareszcie mróz prawdziwie szczypie w nos zimnem, a nieudawanym chłodem wietrznych podmuchów. Teraz wiatr dodaje tylko kilka stopni animuszu spacerowiczom, którzy postanowili orzeźwić się klimatycznie, nim w upale globalnego ocieplenia z pamięci znikną śniegowe bałwany i twarde grudy zamarzniętego piasku na chodnikach.
Cóż zima jest przepiękna, ale nie mogę z jej uroków korzystać za bardzo, bowiem wszyscy chorujemy, począwszy od wnucząt, po mnie.
Marcin dostaje zastrzyki i ten fakt odbiera mi chęć do życia oraz ochotę na cokolwiek. Wiktoria leczy się, na szczęście, mniej dolegliwymi specyfikami. Rodzice wnucząt zażywają także jakieś wstrętne medykamenty.
Dla mnie już nie starczyło, więc leczę się siłą woli, gotowaną wodą z cytryną wydezynfekowaną czosnkowym aromatem i szczypiącym w oczy smakiem cebuli.
Pomaga, jak umarłemu kadzidło, czyli dusi i przyprawia o mdłości, co dla umarłego jest objawem nadzwyczaj pozytywnym, bo kto rzyga, ten na pewno żyje.
Choroba w domu jest jak kataklizm. Nagle okazuje się, że wszystkie plany diabli wzięli, bo jakoś leki, które przecież w większości potaniały nie leczą chorób, na które zapadliśmy, tylko jakieś inne.
Nie mówię o swoich planach, bowiem ja już niczego nie planuję, gdyż wyciągnąłem nareszcie naukę z życia.
I chociaż niekiedy zdarza mi się z rozpędu chlapnąć coś o tym, że zrobię to, a może nawet tamto, lecz taka moja wypowiedź jest zwyczajne przyzwyczajeniem semantycznym, niemającym związku z prawdziwymi zamiarami na przyszłość, bowiem przyszłości nie traktuję już jako pewnika.

I nawet nie zakładam jej warunkowo.

czwartek, 13 stycznia 2011
Mało pamiętam uniesień,
Które grdykę ściskały,
Choć wspominam piękno wzniesień,
Które falowały,

Gdy spałaś naga, bez pościeli,
Pachnąca snami,
A na Twoich wargach uśmiech się bielił,
Jak lśniący śnieg… Byliśmy sami

I razem dobrze nam było
Owego czasu,
Lecz wszystko się nagle skończyło
Na skraju lasu.

Staliśmy sobie w przytulnej ciszy,
Świetle księżyca,
Chciałaś, jak trawa rośnie, wtedy usłyszeć,
Ale jam krzyczał

I nie słyszałaś, więc obrażona
Poszłaś sobie,
Kładąc mój płaszcz na swe ramiona:
A noś go sobie!
niedziela, 14 marca 2010
Miałem zaplanowany koniec zimy, a przynajmniej minusowych temperatur.
Niestety, moje plany praktycznie nigdy się nie spełniają, podobnie, jak marzenia.
Dlatego, w najbliższym czasie się zmienię.

Będę oziębły.