O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej płynny alter
Miasto
Panoramiczny Toruń
Radek
"
"
|
Wpisy z tagiem: Maria
sobota, 19 maja 2012
Wróciwszy skądś, zastałem Marię siedząca tyłkiem na podłodze i wysuniętą szufladę z mojego biurka, a także stare listy, niepisane przez Marię, rozrzucone wkoło. Maria siedziała zaczytana. Tyłek Marii na podłodze, wydał mi się bardzo zaciekawiający i mniejszą wagę przywiązałem do jej lektury. Zasadniczo nie przywiązałem żadnej wagi. - Czytam Twoje listy! – Zakomunikowała Maria groźnie. Wzruszyłem ramionami beztrosko. - Będziesz miała zimny tyłek. – Powiedziałem z szelmowskim upodobaniem, bo od naszej piwnicy ciągnie. Maria natychmiast zerwała się z podłogi. I pozwoliła się ogrzać.
piątek, 04 maja 2012
- Wypocząłeś? – zapytała Maria znienacka przed samą nocą.Zacząłem się zastanawiać, bowiem przeczuwałem w dociekliwości Marii podstęp. Uznałem, że najbezpieczniej będzie wzruszyć ramionami nijako.Maria zareagowała na moje wzruszenie poruszeniem swoich ramion, ale jej ramiona w ruchu wywołały nieoczekiwany efekt we mnie. Bardzo mnie poruszyły i wzruszyły wewnętrznie.Poczułem kluchę w gardle i wilczy apetyt, tylko nie wiedziałem na co, więc przełknąłem ślinę, lecz bez kluchy, która została w przełyku.Maria uśmiechnęła się, ponawiając pytanie i wtedy pojąłem bezbłędnie: Że mam apetyt na nią.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Święta minęły w rodzinnej atmosferze, do tego, prawie religijnej.W piątek był post, a w sobotę Wiktoria zaniosła do kościoła koszyczek z różnymi pokarmami i wróciła ze święconką.Marcin nie był zainteresowany koszyczkiem i pomagał mi, a mi w tym czasie przypadła robota z krojeniem cebuli, z czego wywiązałem się w miarę dobrze przy pomocy Marcina właśnie, chociaż jego oczka nieco łzawiły. Nie odszedł jednak od stołu i do końca ciachał małym nożykiem cebulowe plastry na drobna kosteczkę.Kostka wyszła mu nawet drobniej niźli moja, bo jeżeli dziecku dać odpowiednia ilość czasu, to potrafi dokonać wiele, kto wie, czy nie więcej niż te małpy, które mogłyby napisać Hamleta, albo i Biblię nawet, tylko że nikt im czasu nie dał.Ode mnie Marcin czasu zawsze dostaje tyle ile pragnie, tylko cierpliwości dać mu nie mogę, bowiem moja mu jakoś nie pasuje, więc bywa, że dzieł swoich nie kończy. Z cebulką jednak wytrwał do ostatniego plasterka.W niedzielę z rana zjawił się Dominik z rodzicami i cała trójka wnucząt wybrała się leszczyny szukać prezentów od zajączka, bo zajączek zjawił się w leszczynowej gęstwinie za sprawą Marii, która spotkała go wracając z zagranicznego wojażu.I znowu najaktywniejsza w poszukiwaniach była Wiktoria, po niej Dominik, a Marcin uznał, że fajniejsza jest pryzma piasku od jakichś tam woreczków ukrytych wśród leszczyn i na niej się usadowił. Ktoś go wreszcie przekonał do poszukiwań, ale chyba słabo, bo szukał zupełnie bez przekonania.W końcu wszystkie maluchy poodnajdywały swoje zajączkowe dary i już w domu zaczęło się wzajemne podkradanie łakoci, w czym – tym razem – celował Marcin i nie obyło się bez kilku łez Wiktorii, bo na jej woreczek atak przypuścił jej brat. Dominik pozostał poza sporem, bo jego woreczkiem zaopiekowali się rodzice, a on sam interesował się głównie zwierzakami i z nimi się bawił.Potem było wielkanocne śniadanie i Marcin wynalazł sznytkę swojego imienia, to znaczy plaster szynki obłożył listkiem salami i taki zestaw zjadł.Każdy skubnął coś ze święconki, a potem jadł, co popadło, a że było tego trochę, to wreszcie czułem się w swoim żywiole.Atmosfera rodzinna trwała, więc nie mogło obejść się bez scysji, jak to w rodzinie.Scysję wywołał znowu Marcin, który uciekając przed siostrą albo w trakcie jakiejś ich zabawy, zamknął się w pokoju na klucz.Syn, natychmiast wpadł we wściekłość, pobudzając innych (z wyjątkiem mnie, bo jakoś nie poczułem grozy w tym wydarzeniu) gdy okazało się, że zapasowy klucz jest również w zamkniętym przez Marcina pokoju.Kiedy sytuacja zaczęła dojrzewać do rąbania drzwi, ruszyłem się ja i poszedłem rozeznać sytuację.Nikt na szczęście nie doprowadził Marcina do płaczu, więc wdałem się z nim w rozmowę. Sprawdziwszy, że klucza nie ma w zamku, poprosiłem wnuczka, by go tam wsadził, co Marcin wykonał bez żadnej zwłoki i zapytany, czy może przekręcić klucz, odparł, że tak i to zrobił. I drzwi się otwarły.
czwartek, 02 lutego 2012
- Zmarzłam. - Powiedziała Maria, wchodząc z mroźnym powiewem przez próg, jak Królowa Śniegu. - Brrr - zabrrrnąłem, widząc jej oszronione rzęsy i rozgwieżdżone diamentowymi śnieżynkami włosy. Ale uśmiech miała ciepły, i jasny, jak Słońce w upalny dzień. To mnie rozgrzało, więc poderwałem się by zdjąć z jej ramion płaszcz. Maria pozwoliła zdjąć go z siebie z wrodzoną cierpliwością i obdarzyła mnie muśnięciem warg po policzku. Nie podrażnił jej przy tym mój drapiący zarost. - Niezły z ciebie drapichrust . - Roześmiała się tylko. Muskając powtórnie, nim dałem drapaka.
niedziela, 18 grudnia 2011
Tego roku, jakby mniej, ale jednak sporo mówi się o nadchodzących świętach.Gdyby nie to mówienie, pewnie nie zauważyłbym, że nadchodzą jakieś święta, bo od dawna nie czuję duchowej łączności z żadnymi, ani religijnymi, ani państwowymi.Dlatego staram się przekonać synów, żeby nie organizowali wigilijnej kolacji specjalnie dla mnie, skoro i tak wyjeżdżają na Wigilię i święta do rodzin swoich żon. Sugeruję im, że dla zachowania tradycji, przed ich wyjazdem, podzielimy się opłatkiem i to na pewno zaspokoi moje potrzeby celebrowania wszelkiej świąteczności.Później ponapawam się ciszą domu, towarzystwem zwierzaków a jeszcze później zadzwonię do Marii, która jest daleko i porozmawiamy sobie bez konieczności oddawania słuchawki wnuczkom. Może tylko, gdy któryś pies będzie chciał mnie obszczekać do Marii, to oddam mu słuchawkę na chwilę.Maria, jak zawsze, podzieli się ze mną dobrym słowem i będzie innymi jeszcze słowami przepędzać chmury z mojej głowy, w które bardzo łatwo zamieniają się moje myśli pod wpływem kondensacyjnych właściwości przykrych zdarzeń.Mój wariant spędzania świąt jest ekonomiczny i oszczędny dla mnie fizycznie, bowiem, gdyby udało się go zrealizować, ominęłyby mnie godziny żmudnej siekaniny składników na sałatki, gotowania żurków, smażenia ryb, galaretowania wędlin i tychże ryb, a przede wszystkim męczący obowiązek zakupów, nie mówiąc już o wydatkach.Bez tych wszystkich ceregieli też z głodu nie umrę, bo w lodówce zawsze coś się znajdzie, a do tego mam się odchudzać. Niestety, zupełnie mi to nie wychodzi.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||