O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej płynny alter
Miasto
Panoramiczny Toruń
Radek
"
"
|
Wpisy z tagiem: cielesność
sobota, 19 maja 2012
Wróciwszy skądś, zastałem Marię siedząca tyłkiem na podłodze i wysuniętą szufladę z mojego biurka, a także stare listy, niepisane przez Marię, rozrzucone wkoło. Maria siedziała zaczytana. Tyłek Marii na podłodze, wydał mi się bardzo zaciekawiający i mniejszą wagę przywiązałem do jej lektury. Zasadniczo nie przywiązałem żadnej wagi. - Czytam Twoje listy! – Zakomunikowała Maria groźnie. Wzruszyłem ramionami beztrosko. - Będziesz miała zimny tyłek. – Powiedziałem z szelmowskim upodobaniem, bo od naszej piwnicy ciągnie. Maria natychmiast zerwała się z podłogi. I pozwoliła się ogrzać.
niedziela, 11 grudnia 2011
Spotkali się nie przypadkiem, albowiem w życiu przypadki zdarzają się tak często, że przestają być nieoczekiwanymi zbiegami okoliczności i stają się nieuniknionymi koniecznościami, czyli zdeterminowaną przyszłością, w pewnym punkcie czasu, zamienioną na teraźniejszość. Spotkanie było im pisane, choć nigdzie nie pozostał materialny ślad owego zapisu, konfigurującego ich los za pomocą takiego wytyczenia ich ścieżek, by punkt styczny nastąpił w ciasnym wejściu do osiedlowego sklepiku. - Proszę … - Powiedział on, speszony, gdy, z niewiadomej przyczyny, roztargniony, nie spostrzegł jej i niezbyt mocno, lecz odczuwalnie naparł na jej ciało swoim. Przez identyczne, nieznanego powodu, roztargnienie, ona naparła na jego ciało. Oboje poczuli dreszcz erotycznego podniecenia i to wprawiło ich w zawstydzenie oraz kompletny bezwład. Dociskali się wzajemnie, nie mieszcząc się w wąskich drzwiach i w ten sposób podnosili poziom swojego wzajemnego podniecenia i rosło w nich zażenowanie, i lęk przed swoimi reakcjami. Nigdy im się wcześniej nic takiego nie zdarzyło. Jeździli oboje w zatłoczonych autobusach, przepychali się w wielu ciasnych przejściach, lecz ich ciała pozostawały bierne chemicznie. Tym razem było inaczej. - Proszę … - powtórzył on i doprowadził tym ją, i siebie na szczyt paniki, bo żadne nie wiedziało, co to „proszę” ma oznaczać. Ciała obojga, jakby posiadłszy, w tym momencie, własną umiejętność rozumienia słów, zastosowały się do zaproszenia jeszcze mocniejszym, wzajemnym dociśnięciem. W tym momencie, ona, jako kobieta, w ostatnim odruchu logiki, rozpłakała się. - Nie płacz! – Powiedział on, przeskakując wielkim susem wszystkie etapy zawierania znajomości i objął ją, jak ten, który ma prawo i powinien to zrobić. - Nie płaczę. – Wychlipała ona i uniosła twarz ku niemu, nagle rozjaśnioną i śmiałą. - Chyba cię pocałuję – Powiedział on, bez przekonania, i zrobił to. - Nie powinieneś tego robić – odpowiedziała, zaciskając ramiona na jego szyi. - Wiem. – Zgodził się, robiąc to ponownie. - Czy musicie się migdalić akurat w przejściu? – Zapytał, bez irytacji, człowiek, który chciał wejść do tego samego sklepiku i tymi samymi drzwiami. Jedynymi zresztą, jak to, w małym sklepiku. - Musimy! – Odparli razem niewyraźnie, bo nie przerwali migdalenia.- Chyba, że tak. – Powiedział człowiek. I poczekał.
niedziela, 20 listopada 2011
Nie będę kończył tej historii, bo jakoś nikt nie zauważył, że jest niedokończona i się nie dopomniał, więc streszczę ją tylko od środka do zakończenia.Gdy mnie zapytała, na co sobie będę mógł pozwolić, odpowiedziałem jej szczerze i bez skrępowania, co miałem na myśli, bo we śnie kłamstwo nie ma sensu, pod warunkiem, że sen nie jest o kłamaniu.Przy okazji wyjaśniłem jej, że nie jestem jej mężem, tylko zupełnie kim innym, a tylko na czas snu zagościłem w ciele małżonka.Słuchała mnie z bardzo, bardzo rozszerzonymi źrenicami, co mogło być wynikiem dosyć jednak przytłumionego światła w sypialni, ale także oznaką ogromnego zdumienia dosyć zaskakującego w sennej rzeczywistości, o czym też, zdziwiony, pomyślałem.Nie przerywała mi jednak, aż do momentu, gdy zobaczyła ranę na mojej głowie, bo wtedy zerwała się i zaczęła ją oglądać.Nie będę tu opisywał wrażeń i doznań, jakich wówczas doświadczyłem, kiedy jej nagie piersi ocierały się o moją twarz. W ogóle nie będę opisywał wielu innych sytuacji, które się zdarzyły, bowiem przedstawiam w tym miejscu wersję po autocenzurze żeby uniknąć etykiety pornografa, gdyż grafoman wystarczająco zaspokaja moje ambicje.Zresztą, to tylko streszczenie i chociaż wiadomo, że w większości przypadków, streszczenia są tak naprawdę istotniejsze od dzieł, które opisują, bo przedstawiają je w dający się zrozumieć sposób, wyciskając z ich zawartości, jak z gąbki wodę, zbędne zdania, dialogi i tzw. głębię psychologiczną, które tylko temu służą, że tumanią czytelnika wiarą w potęgę jego umysłu, mamiąc go przekonaniem, iż pojmuje głębokie treści, jakich w dziele się dopatrzył, to niniejszemu streszczeniu nie radziłbym przypisywać zbyt wielkiego znaczenia, jak i całej tej historii, w końcu dla nikogo nieważnej, prócz mnie…Zobaczywszy ranę na mojej, a właściwie swojego męża, głowie, natychmiast nakazała mi bym udał się z nią do łazienki, bo musi mnie opatrzyć.Nie opierałem się i poszliśmy do tej łazienki – ona pierwsza, trzymając mnie za rękę, a ja za nią. Musieliśmy tak iść, bo ja po prostu nie wiedziałem, gdzie jest łazienka.Były też inne powody, gdy tak patrzyłem na nią, idącą przede mną, ale o nich ponownie zamilczę, z identycznej przyczyny, jak już wspomniałem,Po drodze minęliśmy pokój z lekko uchylonymi drzwiami, z którego sączyło się słabe światło. To był pokój dzieci, które mi pokazała, gdy już wracaliśmy z łazienki do sypialni.To były ich dzieci.W łazience, przemyła mi czymś głowę. Szczypało i piekło, jak diabli, ale zniosłem to dzielnie.I tam długo rozmawialiśmy.Nie wiem, czy mi uwierzyła, ale powiedziała, że mam jakiś dziwny akcent i dziwnie się wysławiam, i że mnie takiego (czyli swojego męża) nie znała.Później jeszcze raz to powtórzyła w nieco innej sytuacji, ale…Gdy noc dobiegała kresu zapytała mnie, kim jestem, skoro nie jestem jej mężem.Wkręciłem się od odpowiedzi mówiąc, że, po co jej ta wiedza, skoro ona jest moim snem i gdy ja się obudzę, ona już nigdy niczego nie będzie mogła sobie przypomnieć, bo przestanie istnieć. - To nie budź się, proszę – szepnęła. Oczywiście, ostatnie zdanie jest typowe dla istot śnionych, bo niezależnie od faktu, iż są one tylko wytworem naszego mózgu, są jednakże, choć w sposób bardzo pośredni, istotami z naszego świata, a w naszym świecie wszelkie istoty pragną istnieć (oczywiście poza jednostkowymi odchyleniami od normy ogólnej) i perspektywa unicestwienia je, co najmniej smuci. Niestety, wbrew jej rozdzierającej moje śniące serce prośbie, obudziłem się. - Ale, ty chłopie chrapiesz! – Odezwał się do mnie sąsiad z łóżka obok, zaledwie otwarłemoczy.- Działo się coś ze mną? – Zapytałem.- Nic – warknął – tylko jedna pielęgniarka chciała cię udusić za to chrapanie.Szkoda, że tego nie zrobiła, pomyślałem sobie, może wówczas spełniłbym jej prośbę. Prośbę tej z mojego snu. c.d.n.
poniedziałek, 26 września 2011
Uniosłem się ostrożnie, opierając łokcie o brzeg łóżka i z pozycji kucznej przyglądałem się śpiącej kobiecie.Jej sylwetka nikogo mi nie przypominała, podobnie jak odsłonięty fragment twarzy oraz krótkie, w widoczny sposób rozjaśnione sztucznie włosy z kilkoma ciemniejszymi pasemkami. Może to były odrosty, ale w tym nieco przyćmionym świetle…O właśnie!Nie zdążyłem o tym pomyśleć, ale rzecz byłą zastanawiająca, bowiem światło było i chociaż przyćmione, to jednak na tyle jasne, że mogłem bez wytężania wzroku spokojnie oglądać każdy szczegół wnętrza, w którym się znajdowałem, jak również ciała śpiącej kobiety, a było tych szczegółów kilka na jej ciele.Przede wszystkim tatuaż na lewym ramieniu – typowa róża z kolczastą łodyżką – niezbyt duży, ale wyraźny.Światło było na tyle jasne, że rozróżnić mogłem jego barwy. Były dwie: czerwona i żółta. Czerwony był pąk róży, a żółta łodyżka. Nie zastanawiałem się nad tymi kolorami, więc nic mnie w ich doborze nie dziwiło.Inne szczegóły, to samo ciało – młode, ale dojrzałe o skórze gładkiej i opalonej, z tym że opalenizna już bladła i pomyślałem, że kobieta musiała dosyć dawno temu wrócić z urlopu.Możliwe, że pogodziwszy się z faktem śnienia, uznałem, iż w konwencji snu nic nie jest dziwnym, choć sam proces snucia przemyśleń w trakcie śnienia jest dosyć rzadkim elementem, jednak zdarzały mi się wcześniej już takie sny, więc było to do przyjęcia.Mimo tego, dywagowałem nad tym snem i zastanawiałem się, co właściwie mam robić dalej.Uznałem, że skoro to sen, zasady moralne w nim nie obowiązują. Była to myśl w oczywisty sposób związana z nagą, śpiąca kobietą.Nie wiedziałem, w jakiej roli obsadził mnie Morfeusz, ale wiedziałem, że nie w roli mnie, lecz kogoś zupełnie mi nieznanego. Coś mi mówiło, a właściwie, miałem pewność, że twarz, którą w tym momencie posiadam, w lustrze byłaby mi obca, ale lustra w zasięgu wzroku nigdzie nie było.Na logikę wziąłem (i nie zdziwiło mnie to bardzo racjonalne rozumowanie w we śnie), że jestem najprawdopodobniej mężem tej kobiety i być może ojcem jej dzieci, co później okazało się całkowicie trafnym rozumowaniem.Pomyślałem, że skoro to sen i zasady moralne nie obowiązują, to mogę pozwolić sobie na niewyobrażalne perwersje z jej udziałem i zrobić z nią to wszystko, o czym w swoim zwyczajnym życiu bałem się nawet pomyśleć, a co dopiero spróbować zrobić.Chyba nie jestem jednak nawet onirycznym psychopatą, bowiem nie przyszły mi do głowy żadne sadystyczne pomysły, tylko raczej takie wyuzdane bezwstydnictwa.Pewnie Freud zdiagnozowałbym w tym momencie syndrom braku seksu lub czegoś podobnego, pomyślałem z lekkim zdumieniem, że jednak takie myśli mogą powstać w głowie śniącego człowieka.Acha, to ta morfina! Błysnęła mi odkrywcza myśl, przywracająca jednocześnie pamięć rzeczywistych wydarzeń.- To tym bardziej mogę sobie pozwolić! - Pomyślałem, a właściwie wykrzyknąłem głośno, budząc kobietę.- Na co możesz sobie pozwolić? - Zapytała zaskakująco trzeźwo, ale to mieściło się bez problemu w kanonie snu, bo wiadomo, że w śnie wydarzenia są po prostu oczywiste. Chyba, że sen nie do końca jest snem.
niedziela, 25 września 2011
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||