" "

Wpisy z tagiem: abstrakcja

niedziela, 06 maja 2012
Na scenie stolik i dwa krzesła. Stolik prostokątny, krzesła proste, drewniane. Na stole cerata w kratę czarno - białą, na krzesłach lniane szmatki, jako wyściółka i infantylna ozdoba. W kwiatki, niebiesko - żółte bez listków i łodyżek. Symboliczne w każdym centymetrze powierzchni.
 
Akt I
Scena 01
 
Cisza, którą przerywa wejście kobiety niemłodej ale ładnej, jak teraz wszystkie (rzecz dzieje się w XXI wieku, u zarania stulecia). Kobieta staje przy stole, opiera się o niego prawą dłonią, a wierzchem lewej ściera nieistniejący pot z czoła, ruchem genetycznie przejętym od prababek i babek, gdy modne były zapaski. Kobieta jest w spodniach, najpewniej dżinsowych i koszulce na ramiączkach, przez którą uwydatniają się kształtne piersi. Kiedy w pewnym momencie się pochyli, piersi wysuwają się z koszulki. Kobieta nie zwraca na nie uwagi.
Siada i piersi chowają się w zanadrze.
Kołysze nogą, założoną na drugą (która na której, nieistotne, rzecz do uzgodnienia w antrakcie)
Znowu cisza, którą przerywa wejście mężczyzny o kaczkowatym chodzie i korpulentnej sylwetce. Bez obrazy, grubaska, na kaczych łapach.
Grubasek na kaczych łapach ciężko siada na drugim wolnym krześle i niezdarnie to czyniąc, zrzuca infantylną lnianą ozdóbkę z poręczy, która zwisa ku podłodze, jak sztandar nad martwym chorążym po przegranej bitwie, gdy idee padły, a smród klęski niesie się przez pokolenia aromatem mitu ogromnego.
 
Kobieta:
Mógłbyś uważać niedojdo, jak sadzasz dupę!
 
Mężczyzna
(rzucając ostre spojrzenie na kobietę - wskazany telebim ze zbliżeniem twarzy aktora, pokazujący sztylety tego spojrzenia)
Mam to gdzieś!
(ale unosi niezdarnie dupsko i poprawia infantylną szmatę w kwiatki, która zwisa teraz na połowie poręczy, bo mężczyźnie nie chce się jej rozpostrzeć w pierwotny sposób)
 
Kobieta
( prycha na czyn mężczyzny)
Rodzinne chamstwo!
 
Mężczyzna
Prawda! Zupełnie przesiąkłem twoją familią.
(chichocze chrapliwie i obelżywie dla kobiety)
 
Kobieta
(zaciska dłonie w kułaki i powstrzymuje odruch emocjonalnego wybuchu)
Szkoda słów na dyskusję z tobą.
 
Mężczyzna
(nieoczekiwanie pokornieje w postawie, kurczy się na krześle i przybiera jeszcze bardziej kaczy wygląd, jakby szukał skrzydeł u siebie, którymi nakryje się i schowa przed... czym?)
Słów, słów...
 
Kobieta
(zdumiona nagłą metamorfozą ssaka w ptaka, nie przerywa i wpatruje się po raz pierwszy od lat w postać mężczyzny, jakby go dopiero zauważyła w innym świetle. Wskazany rozbłysk reflektora który zawspółgra z nastrojem kobiety)
 
Mężczyzna
( kontynuując i nie dostrzegając wpływu swojej metamorfozy na metamorfozę kobiety)
wydaje się, że dawno nie używaliśmy słów między sobą, a tylko inwektyw ko... (krztusi się jakby mu nagle z żołądka cofnęła się treść pokarmowa) ... kochanie ( kończy i twarz mu się rozjaśnia, tracąc nagle kaczodziobą niesympatyczność, która pojawiła się chwilę wcześniej.)
 
Kobieta
(blednie i okazuje, martwym ze zdumienia, wyrazem twarzy, że jest do szpiku kości poruszona i wstrząśnięta słowami mężczyzny. Zamiera cała w bezruchu.
 
Mężczyzna
A co, Oleńka a co ?)
 
Kobieta
(Powstaje i całuje, niegodna, rany mężczyzny)
 
Mężczyzna
(przyjmuje to z godnością)
 
(Kurtyna)
 
Akty pozostałe zostają odpuszczone zupełnie.
niedziela, 29 kwietnia 2012

Kiedy świat staje na głowie, budzą się potwory.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Nie opowiadaj o sobie zbyt wiele, bo nie wiadomo, czyj życiorys opowiesz.
środa, 08 lutego 2012
Zaginął podmiot liryczny i konstrukcja się rozsypała.
Gdyby podmiot liryczny nie zaginął, wiedziałbym, jak się rozsypała konstrukcja, a tak, wiedza moja cząstkowa, czyli żadna.
Wiem, że było coś, lecz już nie ma i nie wiem czy nie ma go, czy jego, czy coś, to to, czy coś, to kto, czyli - z nosa gil.
Jestem roztrzęsiony. Zatem - być może - konstrukcja się rozsypała, gdyż się zatrzęsła rezonantycznie od mojego roztrzęsienia. A dlatego, rezonantycznie, a nie inaczej, mimo, iż powodem być mogło przeniesienie drgań, typowe dla rezonansu, gdyż wygląda to bardzo romantycznie, gdy nazwa jest miła dla ucha, mimo, że bezsensowna, jak na przykład Księżyc, który przecież z księdzem nic nie ma wspólnego i księży nie jest, tylko lunatyczny. A mimo to jest i się nazywa, jak się nazywa.
Nie posądzam podmiotu lirycznego o złośliwość, bo co on – biedny – może za złość pokazać?
Rozumiem jednak, iż poczuł w sobie prawo do oporu i sprzeciwu, gdyż każdy ma chwilę, gdy nie ma ochoty być dłużej manipulowany i wykorzystany inaczej, niż by chciał.
A podmiot liryczny nigdy nie miał prawa do własnego zdania. Ba do własnego braku zdania, też nie miał. Robił, co mu kazałem, a jak nie robił, to też robił tak, bo mu kazałem nie robić nic, albo niewiele.
Spoglądam sobie teraz na miejsce podmiotu lirycznego, w którym go nie ma i uśmiecham się żałośnie, ale nie z żalu, tylko, że ten podmiot taki żałosny, bo nie rozumie, iż jego sprzeciw okazany zniknięciem jest równie bezprzedmiotowy, jak zdanie bez podmiotu i orzeczenia.
Jego sprzeciw nie jest buntem.

To nawet nie równoważnik.

wtorek, 19 lipca 2011
Gdyby głupota umiała latać, wszyscy mielibyśmy skrzydła.
 
1 , 2 , 3 , 4