O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej płynny alter
Miasto
Panoramiczny Toruń
Radek
"
"
|
Wpisy z tagiem: choroba
środa, 22 lutego 2012
To jest Jakub Czarnecki, potomek mojego trzeciego syna. Jakub za 3 miesiące będzie miał operację na otwartym sercu, bo urodził się z wadą, którą trzeba niezwłocznie usunąć.W tej chwili ma 6 miesięcy.Operacja zostanie wykonana w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.Jakub w trakcie operacji będzie potrzebował dużo krwi grupy AB rh-.Jeżeli w gronie czytelników tego bloga jest ktoś, kto ma taką właśnie grupę krwi i mieszka w pobliżu Torunia lub gdzieś blisko trasy Toruń - Warszawa oraz nie ma żadnych przeciwwskazań zdrowotnych ani innych, a zechciałby pomóc, to o tę pomoc proszę.Można także przekazać krew innej grupy z przeznaczeniem dla Jakuba.Chętnym przekażę odpowiednie namiary mailem lub na gg. I w każdy inny sposób, w razie potrzeby. Wyjaśnienie : Mój trzeci syn, Krzysiu, jest naprawdę synem mojej młodszej siostry, ale mieszkał z nami kilka lat i nabył pełnię synowskich uprawnień. W tym, troskę i lęk o niego oraz jego najbliższych.
niedziela, 19 lutego 2012
Staram się zachować stoicki spokój i nawet coś w rodzaju tzw. pogody ducha, ale pomysły na życie już mi się wyczerpały.W poniedziałek byłem wreszcie przymierzyć sprzęt ortopedyczny, na który od roku czekam i co rusz do niego dopłacam.Tym razem nikt ode mnie nie zażądał kolejnej dopłaty, ale sama podróż kosztowała mnie ponad stówę, bo pociągiem nie odważyłem się jechać (Już nie jestem chojrakiem, jak widać) i musiałem poprosić syna, żeby mnie podwiózł do Bydgoszczy.Gdyby koniunktura była lepsza, podróż nie kosztowałaby mnie nic, ale syn już trzeci miesiąc nie dostaje wypłaty, a jedynie jakieś zaliczki, które ledwie starczają na przeżycie.Dlatego w marcu wyjeżdża do pracy za granicę, a ja musiałem kupić paliwo do jego samochodu.W przymierzalni doznałem małego szoku, bo po pierwsze to, na co czekam, mimo wysokiej ceny, niewiele lepsze jest od kija do szczotki, po drugie zaś miałem okazję zobaczyć sprzęt, o którym, że może taki istnieć, nigdy bym nie pomyślał. Po prostu kosmiczna technologia.Prawie sam chodzi.Oczywiście, dla mnie tak sprzęt się nie nadawał, gdyż był wykonany na konkretne zamówienie i – niestety – za bardzo konkretne pieniądze.Na urządzenia tego rodzaju zbierają w telewizji przyjaciele i rodziny bohaterskich inwalidów, którzy mają niezwykłe marzenia.Ja nie mam marzeń nawet zwykłych. Zresztą, jak pisałem, nawet planów nie mam, bo jak bym mądrze nie postępował, jak rozsądnie sobie nie poczynał i tak spadnie meteoryt na moją budowlę, choćby to był tylko szałas z desek.Tak mam zapisane w gwiazdach.Piszę w ponurym tonie, bo cały tydzień był ponury. Mimo to, każdego dnia wyglądałem jakiejś przyjaznej wieści, jakiegoś miłego zdarzenia...Dałem się nawet namówić na planową wizytę u lekarza, chociaż nie chce już się leczyć, bo męczą mnie te wszystkie medyczne procedury i to ciągłe proszenie w aptece o odłożoną płatność.Nie byłoby tak źle może z moim nastrojem, gdyby nie ponowna choroba wnucząt i dzieci, spowodowana – moim zdaniem – niepotrzebną i przedwczesną (po chorobie) eskapadą młodych do drugich dziadków, u których panują inne zwyczaje termiczne (nie palą w nocy w piecu, bo uważają, że wystarczy dom nagrzać w dzień, a śpi się przecież pod przykryciem).U lekarza była jedna przyjemna niespodzianka, bo okazało się, że przyjęła mnie dawna znajoma, bliska niegdyś osoba.Trafiło jej się zastępstwo i ja w pakiecie.Porozmawialiśmy sobie długo, ale na szczęście nikt nie narzekał, gdyż byłem jej ostatnim pacjentem.Poza towarzyska pogawędką, a dokładniej, w jej trakcie, przepytała mnie dokładnie na okoliczność wszelkich moich dolegliwości, a następnie sporządziła mi coś w rodzaju wykazu nowoczesnych i skutecznych środków medycznych (nie tylko leków), które poprawiłyby mi komfort życia, oraz skierowała na kilka badań.Pięknie, ale musiałbym na same leczenie przeznaczać ponad 1000zł miesięcznie.Zatem, jak żyć?Zapytałbym Pana Premiera, Ale on taki zalatany.
wtorek, 31 stycznia 2012
Byłem u lekarza i rzeczywiście okazało się, że jestem chory. Przepisał mi antybiotyk. Poszedłem do niego wcale nie po to, ale jakoś tak wyszło przy badaniu, że bez antybiotyku się nie da, a sprawa, z którą poszedłem jest nieuleczalna, więc mam o niej nie myśleć, bo myśleniem sobie tylko bardziej szkodzę. Tak czułem, że myślenie mi szkodzi, lecz niestety nie umiem nad sobą zapanować i myślę nawet wtedy, gdy myślę, że nie myślę. Ostatnio myślę właśnie o tym, o czym staram się nie myśleć, ale biologia jest nieugięta i przymusza do myślenia, niczym pewna polonistka z podstawówki, która zamiast za nienapisane wypracowanie postawić pałę, tak długo truła mi głowę (nawet na przerwach i nieswoich lekcjach), że pożyczałem od kogoś jakiś zeszyt (bo swój rzadko zabierałem do szkoły) i parę fajek, zrywałem się z którejś godziny i pisałem to głupie wypracowanie z taką złością, że było aż za dobre, i dopiero wtedy dostawałem pałę za lenistwo oraz piątkę za wykonanie. Doprawdy, życie miałem niełatwe w szkole, co – jak się okazało – przydało się w dalszym życiu, bo ono też takie się okazało. To zaś, o czym mam i staram się nie myśleć, to przedwczesne skurcze serca. Kto ma, ten wie, jakie to jest niemiłe i jak potrafi człowieka wystraszyć wbrew jego woli, bo nawet, jeżeli nie myśli się o śmierci z lękiem, to taki dodatkowy skurcz lęk powoduje niezależnie od umysłu i charakteru. Po prostu biologia i chemia organizmu. Jej nie podskoczy nawet Bubka na najdłuższej tyczce. A tego się właściwie nie leczy. Przynajmniej w Polsce, co wiem z Internetu, bo, zwyczajowo sprawdziłem w sieci nim poszedłem do lekarza. - I jak ja mam się wyleczyć z depresji? – Zapytałem go, licząc na zrozumienie, bo on też ją ma i większość chorób znanych ludzkości. Nawiasem mówiąc, ze mną robi się podobnie. - Przepisałem już panu antybiotyk! – Burknął grubiańsko, choć chwilę wcześniej był miły i cierpliwie wyszukiwał w komputerze najtańsze odpowiedniki leków, które miał mi wypisać na te inne choroby, bo akurat jakoś mi się skończyły. - Na depresje antybiotyk?! – Aż ożywiłem się ze zdumienia i chyba poruszyłem ciałem, bo znowu burknął: - Niech pan tak nie podskakuje, jak Bubka na tyczce (stąd wcześniejsza metafora), bo sobie pan coś złamie, jak – zaśmiał się nieładnie - … kość ogonową, na przykład. A potem chyba załkał, bowiem zakrył twarz palcami, a nie dłońmi, ale nie wiem, dlaczego tak. Przyglądałem mu się podejrzliwie, bo byłem przekonany, iż chciał powiedzieć wcale nie „kość ogonową” tylko jakiś personalizm, ale się powstrzymał niezrozumiale, gdyż depresjanci nie pamiętają o tym by się powstrzymywać, chociaż generalnie, to nie muszą, skoro właściwie nie robią nic, co trzeba powstrzymywać, prócz dążenia do autodestrukcji. - Na depresję każdy lek jest dobry, byle nie myśleć, że nie pomaga! – Odpowiedział mi wreszcie unosząc głowę i to wreszcie było takie gombrowiczowskie, dopełniające kontekst, albowiem tyczyło i uniesienia wreszcie głowy i padającej wreszcie odpowiedzi. I zaraz tych wreszcie posypało się niczym z rogu wiele, a bo to wreszcie wypisał mi recepty, a bo to kazał mi się wreszcie ubrać, a trzęsło mnie już z zimna, aczkolwiek w gabinecie miał ciepło i rozpiętą koszulę, chociaż tę z powodu duszności, w depresji nierzadkiej, co wiem, gdyż też je mam, kiedy depresja się nasila we mnie; wreszcie też wstałem, wreszcie wyszedłem i wreszcie było po wizycie. - No, już myślałam, że nie wyjdziesz nigdy z tych drzwi! – Wykrzyknęła Maria, która wreszcie się doczekała. I pobiegła do apteki, by wykupić leki, ale przyniosła tylko antybiotyk, bo wszystkich nie było, gdyż będą jutro. Jak i pieniądze.
sobota, 28 stycznia 2012
Cóż, zima jest przepiękna od kilku dni. Nareszcie mróz prawdziwie szczypie w nos zimnem, a nieudawanym chłodem wietrznych podmuchów. Teraz wiatr dodaje tylko kilka stopni animuszu spacerowiczom, którzy postanowili orzeźwić się klimatycznie, nim w upale globalnego ocieplenia z pamięci znikną śniegowe bałwany i twarde grudy zamarzniętego piasku na chodnikach.
Cóż zima jest przepiękna, ale nie mogę z jej uroków korzystać za bardzo, bowiem wszyscy chorujemy, począwszy od wnucząt, po mnie. Marcin dostaje zastrzyki i ten fakt odbiera mi chęć do życia oraz ochotę na cokolwiek. Wiktoria leczy się, na szczęście, mniej dolegliwymi specyfikami. Rodzice wnucząt zażywają także jakieś wstrętne medykamenty. Dla mnie już nie starczyło, więc leczę się siłą woli, gotowaną wodą z cytryną wydezynfekowaną czosnkowym aromatem i szczypiącym w oczy smakiem cebuli. Pomaga, jak umarłemu kadzidło, czyli dusi i przyprawia o mdłości, co dla umarłego jest objawem nadzwyczaj pozytywnym, bo kto rzyga, ten na pewno żyje. Choroba w domu jest jak kataklizm. Nagle okazuje się, że wszystkie plany diabli wzięli, bo jakoś leki, które przecież w większości potaniały nie leczą chorób, na które zapadliśmy, tylko jakieś inne. Nie mówię o swoich planach, bowiem ja już niczego nie planuję, gdyż wyciągnąłem nareszcie naukę z życia. I chociaż niekiedy zdarza mi się z rozpędu chlapnąć coś o tym, że zrobię to, a może nawet tamto, lecz taka moja wypowiedź jest zwyczajne przyzwyczajeniem semantycznym, niemającym związku z prawdziwymi zamiarami na przyszłość, bowiem przyszłości nie traktuję już jako pewnika. I nawet nie zakładam jej warunkowo.
wtorek, 04 października 2011
Co poza tym?A, dziękuję, wszyscy chorzy.Nawet Maria, która zmieniła konwencję, chodzi od dwóch dni ubrana, niczym bezdomna, zawsze nosząca na sobie cały swój zapas kreacji niezależnie od pory dnia i roku, oraz od pogody.Bo Marii jest zimno i trzęsie się z tego zimna, niczym telepata - jak mówi - bo ma wysoką temperaturę, dopóki się nie spoci, ale nawet wtedy nie zrzuca z siebie kreacji bezdomnej.- Bo gdy się rozbiorę, to znowu będzie mną telepać! – Twierdzi gniewnie w odpowiedzi na moje dobrotliwe rady.W końcu, jednak przebiera się szybko w inne grube rzeczy, bo ma ich więcej niż bezdomna, ale - jak każda kobieta - niczego za dużo, pomimo, że palę w piecu, niczym diabeł u starej baby i w domu jest piekielnie gorąco.Podobnie jest z pozostałymi mieszkańcami, syn i synowa chorują, ale chodzą do pracy, wnuczek kaszle i marudzi, choć nie gorączkuje. Toja kaszle i nie ma apetytu.Tylko ja jestem zdrowy, jak koń, dzięki czemu mogę znowu zajmować się tym, czym mi nie wolno, bo podobno muszę się oszczędzać.Znalazłem jednak na to sposób: Oszczędzam na zdrowiu.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||