O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej płynny alter
Miasto
Panoramiczny Toruń
Radek
"
"
|
Wpisy z tagiem: blogi
piątek, 30 marca 2012
Mam problem z pisaniem nowych tekstów, więc dla wytrwałych czytelników umieściłem zakładkę do swojego drugiego bloga.Nie jest to żadna rewelacja ani literacka, ani intelektualna, ale może kogoś zainteresuje. Adres do tego bloga znajduje się w zakładce : Pan Tarei.
czwartek, 08 marca 2012
Dzisiaj zainstalowałem nowe reklamy, ponoć bardziej korzystne pod względem finansowym.Pierwsze obserwacje wydają się potwierdzać tę opinię.Przede wszystkim w ich przypadku zliczane są nie tylko unikalne kliknięcia, ale również odsłony. Postanowiłem umieścić te reklamy z tzw. polecenia, tj. wykorzystałem link umieszczony na jednym z blogów w sieci do dokonania rejestracji własnej strony w Cpm.Profit.comDaje to polecającemu pewne niewielkie profity.Gdyby ktoś miał ochotę umieścić podobne banery reklamowe na swoim blogu może skorzystać z mojego linku: http://www.cpmprofit.com/?ref=zabociek, czyniąc mnie w ten sposób swoim polecającym.Korzystanie z możliwości umieszczania reklam na stronie stało się dla mnie koniecznością ze względu na to, że inne sposoby zarabiania, z różnych przyczyn, są dla mnie niedostępne lub prawie niedostępne. Instalowanie banerów spowodowało jednak, że mój blog zmienił szatę graficzną, ale nie jest to wina reklam, lecz mojego niezgulstwa, bo kombinowałem, niczym koń pod górkę i wcisnąłem „przywróć domyślne” i piękna praca Taisha_te uleciała w wirtualna przestrzeń.Tym razem nie proszę już nikogo o wykonanie szablonu specjalnie dla mnie, bo uznałem, że moja zachcianka była egoistycznym grymasem indywidualizmu, którym żeby epatować, to trzeba go mieć.Obecny szablon jest zdecydowanie nieostateczny i być może jeszcze dzisiejszej nocy zostanie zastąpiony którymś z wielu istniejących w sieci. Jeżeli wyrobię się z innymi sprawami, napiszę coś jeszcze, ale już w innym temacie.
poniedziałek, 06 lutego 2012
Zimno.Mróz taki, że w pokoju trudno utrzymać temperaturę pokojową. Nawet insulinie niewiele brakuje do krystalizacji.Trudno mi pisać, bo komputer mam usytuowany przy najzimniejszej ścianie, a sam siedzę bokiem do nieszczelnego okna. Do tego, pisanie bez moich minusowych okularów nie sprawia przyjemności, gdyż wymusza jeszcze bardziej wymuszoną pozycje, niż ta normalnie wymuszona, gdy się pracuje na komputerze. Muszę się, niestety mocniej pochylać, żeby zobaczyć, co piszę, mimo że zwyczajowo piszę z pamięci i wcale nie muszę patrzeć, jak piszę. Od czasu do czasu konieczne jest jednak sprawdzenie, czy rzeczywiście piszę.Dlatego, chociaż w głowie kłębi się sporo tematów, nie chce mi się przenosić ich na dysk, a później do edytora i publikować.Zimno.Na szczęście nie brakuje mi opału i chłód mieszkania wynika ze złej termiki domu, a nie biedy. Zwyczajnie – mam w pokoju i sąsiadującej kuchni za mało grzejników, jak na takie temperatury. Na szczęście, w części domu zajmowanej przez młodych jest zdecydowanie lepiej i oni nie marzną.Wnuczki nie przestrzegają wymogów termicznych i najchętniej mieszkają u mnie, ale w dzień są ubrane na tyle ciepło, że jest im ciepło. Mi przy nich też nie jest zimno, bowiem o ile komputer wymusza pozycje statyczne, wnuczki wymuszają ich zmienność dzięki bezustannemu krążeniu, niczym elektrony, poprawiając krążenie we mnie. Albowiem i ja muszę krążyć za nimi.Zimno.Choroby nadal nie opuszczają domu, aczkolwiek wszyscy zakończyli już terapię antybiotykową. Nadal jednak najczęściej słyszanym odgłosem (poza hałasem czynionym przez wnuczki) jest pochrząkiwanie przechodzące w kaszel lub na odwrót. Nie są to już kanonady wybuchających oskrzeli i płuc, lecz raczej szeleszczące fontanny katarowych eksplozji z nosa. Takie niewielkie gejzery. Zimno.Zamarzają w głowie tematy nie tylko z powodu mrozu. Raczej, bo zmienia się chyba w Polsce klimat. Może nie tylko w Polsce.Ostatnio czytałem wiele tekstów - a to oznacza, że temat jest, poniekąd eksponowanym zamierzenie psychologicznym manipulatorem – o złej biedzie.Na własny użytek podzieliłem sobie ową złą biedę na dwie podbiedy.Pierwsza zła bieda, to jest bieda złych biednych, którzy otrzymawszy pomoc od dobrych, mniej biednych (bo każdemu ciężko) ludzi, zapominają owych dobroczyńców podjąć pod nogi i posiłkiem, by bezustannie dziękować za okazane dobro. Zamiast tego, potrafią kupować sobie (dzięki otrzymanej pomocy) telewizory, komputery nawet być bezrobotnymi i nie palić się do pracy za niewielkie pieniądze, ale przecież pieniądze, zamiast tego paląc papierosy i pić alkohol, ssąc przy tym niczym pijawki wszelka możliwą pomoc z zasobów niebogatych wszak gmin.To nie tylko zła, ale wręcz wredna bieda, bo czytałem, że tacy wredni biedni potrafią o swoich dobroczyńcach mówić brzydkie rzeczy.To na pewno prawda, bowiem ci podkradacze litości, najczęściej z samej aparycji wyglądają na takich, co tak mogą mówić i robić. Wystarczy spojrzeć na pierwszego z brzegu menela, by nie mieć wątpliwości.Druga zła podbieda, to bieda takich, co mają dochody powyżej progu ubogości i o ubóstwie mówiąc nie mogą, ale ich wydatki, z różnych przyczyn, znacznie przekraczają typowe rozchody. A, to, bo lubią sobie wypić nadmiernie, a to, bo lekarstwa są drogie, a bo to miał kosztuje prawie 700 zł /t, a renty jest (dajmy na to) 900 na miesiąc. Ta bieda jest zła, bowiem nie podlega kwantyfikacji przez instytucje pomocowe państwa, gdyż nie przewidują jej procedury, które wersji opisowych żadnego zjawiska nie przyjmują za kryterium uwagi.O kimś takim pisała znajoma blogerka, niesłusznie ujęta współczuciem, ale to pewnie, dlatego że mróz u niej większy niż u nas.Zimno.Czy ja należę do którejś z powyższych rodzajów biedy? Nie, skądże.Może jestem biedny. Ale tylko, dlatego żem głupi.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Nie idzie mi pisanie. W głowie, owszem, plączą mi się zdania, nawet całe akapity gotowe do przeniesienia na klawiaturę, lecz zamierają i tkwią w niej nietknięte, by zniknąć po jakimś czasie bezużytecznie. A tu znowu przeminął rok. Rok, który gdybym opisał najpiękniej i najdokładniej, przecież już na zawsze pozostanie nieodwracalnym zapomnieniem, nieprzywracalną przeszłością. Wkrótce nie będę umiał przypisać wspomnień do jego czterocyfrowego wyróżnika. Tak, jak stało się z jego poprzednikami. Przecież tak niewiele zdarzeń ze swojego, minionego życia potrafię przyłożyć do jakiegokolwiek roku, poza tymi, które uważa się za najistotniejsze, jak: narodziny, ślub i kilka im podobnych. Pamiętam te daty, bo jeszcze trzyma je w moim umyśle kulturowy gorset, cywilizacyjnie ustanowiony dogmat konieczności posiadania takiej wiedzy o sobie. Ale to nie ma znaczenia. Tak sobie tylko piszę. Witam Was w nowym 2012 roku. Wybaczcie, że nie złożyłem oficjalnych życzeń i tak niewielu osobom złożyłem je indywidualnie. Moim usprawiedliwieniem niech będzie to, że zawsze i każdemu życzę jak najlepiej, więc moment zmiany daty nie jest żadna cezurą dla uczuć, którymi darzę ludzi.I chciałbym żeby tak było u wszystkich. Szczerze.
poniedziałek, 12 września 2011
Ludzie generalnie są dobrzy, ale nic ich tak nie przyciąga, jak cudze nieszczęście. Stąd taka wielka oglądalność relacji telewizyjnych z katastrof i wszelkiego rodzaju dramatów.Podobnie jest w skali jednostkowej, o czym, miałem okazje przekonać się osobiście.Na wieść o moim chorobowym incydencie (bo tak często nazywają zawał medycy w rozmowach między sobą) nagle wzrosło zainteresowanie moją osobą. Okazywali je nawet ludzie, o których istnieniu prawie nie pamiętałem lub zgoła nie wiedziałem.Minęło, gdy wróciłem do domu.Bo cóż to za ciekawostka – żywy i w niezłej kondycji?Podobnie było w sieci. Notka „W szpitalu” gwałtownie podniosła statystykę odwiedzin mojego bloga. Zajrzeli nawet niegdysiejsi czytelnicy, którzy od dawna nie czytali moich tekstów.Post „W domu” zgasił płomień zainteresowania. I niech tak już zostanie.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||