O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej płynny alter
Miasto
Panoramiczny Toruń
Radek
"
"
|
Wpisy z tagiem: pamięć
czwartek, 17 maja 2012
Wróciłem z dalekiej podróży.Jak na mnie, oczywiście, bo dalekie podróże, które odbywam dalekimi są dla mnie, nie dla innych, aczkolwiek podróż, z której wróciłem była daleką również dla mojej wnuczki – Wiktorii, bo z jej powodu dałem się ostatecznie namówić na wyjazd.Trzeba mnie było namawiać, bowiem od pewnego czasu nie odczuwam przyjemności w zmianach miejsca pobytu.Upodabniam się w tym do mojego ojca, który wiele ostatnich lat życia spędził w obrębie naszego podwórka i ogrodu, a jedyne podróże, jakie odbywał, to były wyjścia do lasu na grzyby, bo ojciec mój był grzybiarzem zawołanym i nawet, gdy wzrok mu się zepsuł nie mylił grzybów jadalnych z niejadalnymi, chociaż uparcie zbierał olszówki, które potem zjadaliśmy, po przegotowaniu, na zimno, z cebulą i pieprzem oraz solą ku zgryzocie mamy, opowiadającej nam, ile to ciężkich pierwiastków kumuluje się właśnie w naszej wątrobie, bo ponoć olszówki zbierają w sobie te pierwiastki, by ludzi truć.Tak mama mówiła, lecz nie słuchaliśmy jej, mimo że była chemiczką, dlatego pamiętam olszówki na zimno z cebulą i pieprzem jako rarytas, którego smak przypominał nieco pomidora w plasterkach, oczywiście też z cebulą i pieprzem oraz solą, który to pomidor, z kolei, mama zalecała nam bardzo, bowiem jest zdrowy, gdyż był z naszego ogródka i bez nawozów, co było prawdą i stąd znam smak takiego pomidora i mogę go sobie porównać ze smakiem olszówek na zimno z cebulą i pieprzem.Grzybowe eskapady ojca nie były impulsem do mojej dalekiej, o wiele dalszej jednak, podróży, niż do lasu, jak również u jej celu nikt nie wspomniał o ojca wyprawach na grzyby, mimo że o ojcu wspominano, jak to dzieje się zazwyczaj przy rodzinnych spotkaniach. Inny był jednak kontekst tych wspomnień i uzmysłowiłem sobie, tak zupełnie pobocznie, że przy krótkich rodzinnych spotkaniach nieustannie powtarza się ten sam repertuar wspomnień, te same przypominają zdarzenia, jakby całe nasze przeszłe życie składało się z tych kilku lub kilkunastu wydarzeń, najczęściej zabawnych i lekko melancholijnych. Zmieniają się nieco, przy opowiadaniu, ich kształty, bo chyba nasz umysł konfiguruje przeszłość zapamiętaną stosownie do teraźniejszości, a może do osobowości pamiętającego. Dlatego, sądzę, każdy inaczej pamięta.
piątek, 27 kwietnia 2012
Gdybym życie opisać chciał swoje i wiedzę miał na to, musiałbym, niczym wiekopomny, twórca nudnych dyrdymałek, nauczyć się przelewać z pustego w próżne. Do zapełnienia pustki niczym, koniecznym byłoby nauczyć się naczynia lepić z gliny, by nadmiar się nie rozpłynął. Lecz ostrożnie, lecz uważnie, bo raz już nieciekawie skończyło się takie lepienie. Produkt wyszedł nietrwały i jednorazowego użytku, a miał być niezniszczalny i urodziwy nad wszystko, lecz starczył jeden ogryzek, by rozpadł się od jego kwasu na proch… Życia opisać nie umiem żadnego, a swojego najbardziej, dlatego zatrzymuje się tylko na mgnienie oka w bezustannej drodze ku temu, skąd wyszedłem. I dojdę do początku, nie zawracając. Jestem starym, porysowanym aparatem fotograficznym, który w krótkich odsłonach migawki chwyta w locie, to, co ulotne i niepochwytne. Tylko, jakimś dziwnym żartem losu, czarno-białe pejzaże zapisują się na mojej kliszy, kolorowymi slajdami… No, nie, to półprawda. Sam je ubarwiam kredkami świecowymi.
środa, 04 kwietnia 2012
szaro i smutno bywa z deszczem kiedy przychodzi nie w porę zostawia kałuże i mokre parasole ty niewidoczny w moim obrazie jesteś za linią horyzontu gnany wiatrem nie dościgniesz mojej tęsknoty a myśli ciepłe od wspomnień i wyszeptane zaklęcia czekają na złudzenia może na sen mówię szeptem i chcę abyś słyszał ten szept maluję w myślach portret twarz twoja rzeźbiona światłocieniem ożywa jak kamienne płaskorzeźby w indyjskich świątyniach słyszę jak bije twoje serce jestem Ewą która zgrzeszyła widzę szyby i deszcz ty istniejesz tylko w mej pamięci za oknem studnia pełna deszczu albo łez Z.R.
wtorek, 14 lutego 2012
To była taka dziewczyna z innej wsi, ale jak z sąsiedztwa. Poznałem ją, któregoś zimowego poranka, w autobusie, gdy, przez stłamszoną ciżbę, podobnych sobie uczniaków, przepychałem się na tył pojazdu do kolegów z innej wioski, z którymi miałem coś do omówienia, lub tylko, bo się znaliśmy i lubiliśmy. Okazała się siostrą jednego z nich. Ale, jaka to była siostra, Bracie! Po prostu mnie zatknęło i nie mogłem przez kilka minut ochłonąć. Na szczęście, tylko ona spostrzegła moją konfuzję i zaśmiała się, ale strzeliła oczkami błyskotliwie, więc mimo braku konceptu, nie utraciłem nadziei na coś, na co zawsze mają nadzieję szesnastoletni chłopcy, gdy strzeli ku nim błyskookiem dziewczyna piękna i rezolutna – bo to widać na pierwszy rzut oka, kiedy dziewczyna jest rezolutna. Bracie! Jak ja się tam w tym autobusie namęczyłem w głowie, by powiedzieć coś dowcipem skrzącego, jak jej strzelne oczobłyski, a tu, bracie, kicha - klucha w gardle, gil w nosie i sieczka w mózgu, a w butach słoma. Poruta, bracie, jak stąd do tamtąd, i jeszcze kawał na skróty. A ona roześmiana, swobodna i rezolutna w każdym uśmiechu, rozluźniona, mimo potwornej ciasnoty w autobusie. Bracie! – Księżniczka! - Tak sobie pomyślałem i to była jedyna myśl z sensem, jaka mi w głowie się urodziła, ale co – nie do wypowiedzenia, bo słyszał, kto by szesnastoletni chłopak mówił, do, o rok młodszej dziewczyny, w zatłoczonym autobusie: „Księżniczko?” Do tamtego dnia, nikt.
piątek, 06 stycznia 2012
Brudna i szara perspektywa drogi, Wiatr niesie od pola ciepły zapach gnoju, Koń - który uciekł - biegnie po wyboju, Unosząc niezdarnie ochwacone nogi. Jakiś dzieciak brudny na poboczu stoi, Za rowem czerwienieją rozchełstane głogi, Wiatr na polu targa ustawione stogi, A psiaki małe w żółtych liściach broją. Taką cię pamiętam, moja wsi rodzinna, I taki obraz mam pod powiekami, Chociaż dziś on nie ten i tylko mnie mami, Bo i ty jesteś od dawna już inna. Ale moja pamięć w rozgardiaszu błogim Zachowała woń gnoju i czerwone głogi. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||