" "
czwartek, 24 maja 2012
Usiedliśmy przy oknie i przylepiliśmy nosy do szyby.
Maria przylepiła nosek filuternie i ze smakiem, a ja oczywiście grubiańsko i bez polotu, aż szyba zaskrzypiała, jakbym potarł o nią kawałkiem styropianu.
Maria nie wzdrygnęła się wyłącznie przez grzeczność i dlatego, że jej maniery są nienaganne. Mnie za to przeszedł dreszcz i znowu w sposób tak niekulturalny, że się zawstydziłem, czkając z zażenowania.
Maria, nie odrywając ślicznie przylepionego do szyby noska, roześmiała się kryształowo, aż mi serce się rozdzwoniło.
Ono przynajmniej nie okazało się grubiańskie.
- Bo ty masz piękne serce. 
 
Kłamie mi czasem Maria.
wtorek, 22 maja 2012
Po powrocie z dalekiej podróży, gdy wreszcie znowu się zasiedziałem w swoim siedlisku, choć bez prawa własności, bez żadnego wysiłku z mojej strony pogoda zrobiła się ładna w potocznym znaczeniu, czyli nie zaczął padać deszcz i słońce, gdy wzeszło, nie musiało zakładać płaszcza z chmur, bo przestało być chłodno, choć jeszcze siąkało w chusteczki białych obłoczków rozrzuconych na błękitnym obrusie nieba.
Siedziałem wtedy w domu (gdy wyładniało potocznie) i zerkałem w okno nieco z ukosa lecz wprost na przyrodę bezpośrednią.
Mniej więcej tak, ale bardziej więcej.
 
 
Po chwili namysłu, postanowiłem udać się na łono przyrody bezpośredniej nie sam.
Przyroda bezpośrednia w okolicznościach przyrody jest najczęściej spotykaną odmianą przyrody, aczkolwiek nie umiem powiedzieć jak to się miewa w odniesieniu do systematyki przyród. Wiem, po prostu, że tak jest, bo dostrzegam naocznie i wyczuwam nawęchnie, czy raczej nanosowo, a także czuję każdym innym zmysłem, jaki mi jeszcze pozostał ze zmysłów wszystkich.
Przyroda bezpośrednia jest bowiem tą przyrodą, którą każdy ma za oknem lub, jak ja na przykład, za ścianą domu i przed progiem.

Przyroda bezpośrednia, żeby z nią obcować, nie wymaga dalekich podróży, kupna konia, czy choćby upartego muła, bowiem sama pcha się do człowieka ledwie próg domu przekroczy lub przez okno niekoniecznie otwarte.
Przyroda bezpośrednia składa się z wielu elementów przyrodniczych, w głównej mierze roślinnych, ale mogą się w niej zawierać również inne elementy żywe, jak na przykład:

 

Przyroda bezpośrednia jest wszędzie, nawet w sztuce naturalnej, czyli takiej sztuce, która nie potrzebuje artysty, gdyż wystarcza jej lustro na ścianie zmieniające się dzięki przyrodzie bezpośredniej w niezły, wcale, autoportret przyrody bezpośredniej.

Z elementami mniej przyrodniczymi, jak widać.
W okolicznościach przyrody bezpośredniej świetnie czują się dzieci , więc dla nich przyroda bezpośrednia potrafi niespodziewanie wyczarować niewielki zbiorniczek wody, która w potocznie ładną pogodę jest zwyczajnie niezbędna.

Przyroda bezpośrednia ma tę przewagę nad innymi przyrodami, że można sobie bardzo wygodnie odpocząć, gdy  podziw nad nią nas zmęczy lub wiek nam dokuczy, który - wiadomo - dokucza bez względu na pogodę i okoliczności przyrody.

Można także odpoczywać bardziej bezpośrednio na łonie przyrody bezpośredniej.

A gdyby potocznie ładna pogoda nieoczekiwanie zmieniła się w pogodę inną, można schronić się w tajemniczym namiocie wśród tajemniczych, chociaż pospolitych w przyrodzie bezpośredniej, drzew

Lub wrócić bezpośrednio do domu, co w przyrodzie bezpośredniej jest bardzo łatwe.
sobota, 19 maja 2012
Wróciwszy skądś, zastałem Marię siedząca tyłkiem na podłodze i wysuniętą szufladę z mojego biurka, a także stare listy, niepisane przez Marię, rozrzucone wkoło.
Maria siedziała zaczytana.
Tyłek Marii na podłodze, wydał mi się bardzo zaciekawiający i mniejszą wagę przywiązałem do jej lektury. Zasadniczo nie przywiązałem żadnej wagi.
- Czytam Twoje listy! – Zakomunikowała Maria groźnie.
Wzruszyłem ramionami beztrosko.
- Będziesz miała zimny tyłek. – Powiedziałem z szelmowskim upodobaniem, bo od naszej piwnicy ciągnie.
Maria natychmiast zerwała się z podłogi.
 
I pozwoliła się ogrzać.
czwartek, 17 maja 2012
Wróciłem z dalekiej podróży.
Jak na mnie, oczywiście, bo dalekie podróże, które odbywam dalekimi są dla mnie, nie dla innych, aczkolwiek podróż, z której wróciłem była daleką również dla mojej wnuczki – Wiktorii, bo z jej powodu dałem się ostatecznie namówić na wyjazd.
Trzeba mnie było namawiać, bowiem od pewnego czasu nie odczuwam przyjemności w zmianach miejsca pobytu.
Upodabniam się w tym do mojego ojca, który wiele ostatnich lat życia spędził w obrębie naszego podwórka i ogrodu, a jedyne podróże, jakie odbywał, to były wyjścia do lasu na grzyby, bo ojciec mój był grzybiarzem zawołanym i nawet, gdy wzrok mu się zepsuł nie mylił grzybów jadalnych z niejadalnymi, chociaż uparcie zbierał olszówki, które potem zjadaliśmy, po przegotowaniu, na zimno, z cebulą i pieprzem oraz solą ku zgryzocie mamy, opowiadającej nam, ile to ciężkich pierwiastków kumuluje się właśnie w naszej wątrobie, bo ponoć olszówki zbierają w sobie te pierwiastki, by ludzi truć.
Tak mama mówiła, lecz nie słuchaliśmy jej, mimo że była chemiczką, dlatego pamiętam olszówki na zimno z cebulą i pieprzem jako rarytas, którego smak przypominał nieco pomidora w plasterkach, oczywiście też z cebulą i pieprzem oraz solą, który to pomidor, z kolei, mama zalecała nam bardzo, bowiem jest zdrowy, gdyż był z naszego ogródka i bez nawozów, co było prawdą i stąd znam smak takiego pomidora i mogę go sobie porównać ze smakiem olszówek na zimno z cebulą i pieprzem.
Grzybowe eskapady ojca nie były impulsem do mojej dalekiej, o wiele dalszej jednak, podróży, niż do lasu, jak również u jej celu nikt nie wspomniał o ojca wyprawach na grzyby, mimo że o ojcu wspominano, jak to dzieje się zazwyczaj przy rodzinnych spotkaniach. Inny był jednak kontekst tych wspomnień i uzmysłowiłem sobie, tak zupełnie pobocznie, że przy krótkich rodzinnych spotkaniach nieustannie powtarza się ten sam repertuar wspomnień, te same przypominają zdarzenia, jakby całe nasze przeszłe życie składało się z tych kilku lub kilkunastu wydarzeń, najczęściej zabawnych i lekko melancholijnych. Zmieniają się nieco, przy opowiadaniu, ich kształty, bo chyba nasz umysł konfiguruje przeszłość zapamiętaną stosownie do teraźniejszości, a może do osobowości pamiętającego.
 
Dlatego, sądzę, każdy inaczej pamięta.
niedziela, 06 maja 2012
Na scenie stolik i dwa krzesła. Stolik prostokątny, krzesła proste, drewniane. Na stole cerata w kratę czarno - białą, na krzesłach lniane szmatki, jako wyściółka i infantylna ozdoba. W kwiatki, niebiesko - żółte bez listków i łodyżek. Symboliczne w każdym centymetrze powierzchni.
 
Akt I
Scena 01
 
Cisza, którą przerywa wejście kobiety niemłodej ale ładnej, jak teraz wszystkie (rzecz dzieje się w XXI wieku, u zarania stulecia). Kobieta staje przy stole, opiera się o niego prawą dłonią, a wierzchem lewej ściera nieistniejący pot z czoła, ruchem genetycznie przejętym od prababek i babek, gdy modne były zapaski. Kobieta jest w spodniach, najpewniej dżinsowych i koszulce na ramiączkach, przez którą uwydatniają się kształtne piersi. Kiedy w pewnym momencie się pochyli, piersi wysuwają się z koszulki. Kobieta nie zwraca na nie uwagi.
Siada i piersi chowają się w zanadrze.
Kołysze nogą, założoną na drugą (która na której, nieistotne, rzecz do uzgodnienia w antrakcie)
Znowu cisza, którą przerywa wejście mężczyzny o kaczkowatym chodzie i korpulentnej sylwetce. Bez obrazy, grubaska, na kaczych łapach.
Grubasek na kaczych łapach ciężko siada na drugim wolnym krześle i niezdarnie to czyniąc, zrzuca infantylną lnianą ozdóbkę z poręczy, która zwisa ku podłodze, jak sztandar nad martwym chorążym po przegranej bitwie, gdy idee padły, a smród klęski niesie się przez pokolenia aromatem mitu ogromnego.
 
Kobieta:
Mógłbyś uważać niedojdo, jak sadzasz dupę!
 
Mężczyzna
(rzucając ostre spojrzenie na kobietę - wskazany telebim ze zbliżeniem twarzy aktora, pokazujący sztylety tego spojrzenia)
Mam to gdzieś!
(ale unosi niezdarnie dupsko i poprawia infantylną szmatę w kwiatki, która zwisa teraz na połowie poręczy, bo mężczyźnie nie chce się jej rozpostrzeć w pierwotny sposób)
 
Kobieta
( prycha na czyn mężczyzny)
Rodzinne chamstwo!
 
Mężczyzna
Prawda! Zupełnie przesiąkłem twoją familią.
(chichocze chrapliwie i obelżywie dla kobiety)
 
Kobieta
(zaciska dłonie w kułaki i powstrzymuje odruch emocjonalnego wybuchu)
Szkoda słów na dyskusję z tobą.
 
Mężczyzna
(nieoczekiwanie pokornieje w postawie, kurczy się na krześle i przybiera jeszcze bardziej kaczy wygląd, jakby szukał skrzydeł u siebie, którymi nakryje się i schowa przed... czym?)
Słów, słów...
 
Kobieta
(zdumiona nagłą metamorfozą ssaka w ptaka, nie przerywa i wpatruje się po raz pierwszy od lat w postać mężczyzny, jakby go dopiero zauważyła w innym świetle. Wskazany rozbłysk reflektora który zawspółgra z nastrojem kobiety)
 
Mężczyzna
( kontynuując i nie dostrzegając wpływu swojej metamorfozy na metamorfozę kobiety)
wydaje się, że dawno nie używaliśmy słów między sobą, a tylko inwektyw ko... (krztusi się jakby mu nagle z żołądka cofnęła się treść pokarmowa) ... kochanie ( kończy i twarz mu się rozjaśnia, tracąc nagle kaczodziobą niesympatyczność, która pojawiła się chwilę wcześniej.)
 
Kobieta
(blednie i okazuje, martwym ze zdumienia, wyrazem twarzy, że jest do szpiku kości poruszona i wstrząśnięta słowami mężczyzny. Zamiera cała w bezruchu.
 
Mężczyzna
A co, Oleńka a co ?)
 
Kobieta
(Powstaje i całuje, niegodna, rany mężczyzny)
 
Mężczyzna
(przyjmuje to z godnością)
 
(Kurtyna)
 
Akty pozostałe zostają odpuszczone zupełnie.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 310