niedziela, 25 września 2016
- Bardzo jestem zadowolony z życia! – Powiedziałem sobie w duchu.
- Bardzo!
Zapewniłem się stanowczo.
- Do dupy z takim życiem!
 
Zdobyłem się wreszcie na szczerość.
środa, 21 września 2016
Jestem zdumiony…
 
W ostatnim tygodniu na stronie mojego bloga statystyki bloxowe odnotowały ponad 7000 wejrzeń.  Gdyby za każde spojrzenie na tę stronę, na moje konto wpadała złotówka, mógłbym w ciągu tygodnia sprawić sobie nową protezę, ale blogi piszemy non profit, więc będę nadal każdego ranka przez kilka minut dopasowywał swoją nogę do wypaczeń mojej obecnej podpórki, żeby móc gonić za wnuczkami.
Jak dobrze pójdzie, jakoś dokuśtykam do swojej śmierci, co sugeruje sąsiad: „Bo ile ty sąsiad chciałbyś jeszcze żyć?” – Powiada szyderczo.
Kiedyś odpowiadałem, że dłużej od niego, ale teraz tak nawet nie myślę.
Tym, jednak nie jestem zdumiony, bowiem zmieniły się moje priorytety.
Zdumiony jestem przecież tym, że tak licznie tutaj zaglądacie. Wiem, że to nie jest liczba osób czytających, lecz wielokrotnie powtarzana liczba spojrzeń niewielkiej grupy czytelników, którzy, pomimo że piszę ostatnio niewiele i bardzo rzadko, wciąż cierpliwie sprawdza, czy coś opublikowałem.
Przepraszam Was, że tak to wygląda, ale jest mi nieciekawie, więc wolę milczeć.
 
Powtórki z bloga emituję na Facebooku.
 
https://www.facebook.com/events/1768432376748227/?active_tab=posts
wtorek, 13 września 2016
Gdy dzień się budzi w kolorze Słońca, nie zawsze, w identycznym kolorze, budzi się człowiek.
Człowiek często budzi się w barwie innej - poszarzały na twarzy, sczerniały wewnętrznie i bliżej mu do sinej mgły niż do zorzy złocistej.
Powody takiej różnorodności barw człowieczych bywają różne, najczęściej egzystencjalne, bo świat już tak jest urządzony – rzeknę, by nie rozwlekać wywodu – że człowiek, jak kameleon, zmienia barwę zależnie od sytuacji, choć niekoniecznie od otoczenia.
To wstęp był do opowieści właściwej, czyli o mnie, bo ja, jak każdy pisarz, (choć pisarzem nie jestem) w każdej swojej książce (chociaż książek też nie piszę), wciąż piszę swoją autobiografię i opisuję swoje życie, (pomimo, że nie ma, o czym pisać).
Dzisiaj moja autobiografia wyglądała tak (w pewnym przybliżeniu, rzecz jasna) :
Wstałem (o kolorach wyżej), co należy rozumieć tak, że otworzyłem oczy (oba naraz) i pogapiłem się na sufit (bo było widno już), i muchy na nim nie chodziły, i coś sobie pomyślałem, ale co, nie powiem, bo może będę jeszcze jakiś inny wpis chciał zrobić, lub inną swoją autobiografię napisać, i wtedy ta myśl znajdzie się, jak znalazł.
Gapienie, myślenie i leżenie, mimo, że już wstałem, trwało kilka minut, do podniesienia.
Po podniesieniu, znowu się pogapiłem, tym razem w okno i tam była zorza odbita, oraz kotka, która chciała wyjść, ale okno nie było otwarte. Po szybie łaziły też muchy, w kilka osób, pewnie miały, jaki zlot towarzyski, lub po prostu, to był przypadek.
Pogapiłem się, podrapałem tu i ówdzie, bo nie wiem, dlaczego, facet, kiedy się podnosi z wyra (bo czy jaki facet wstaje z łóżka?), to musi nieuchronnie podrapać się tu i ówdzie, i wiele na tym traci w oczach (nieswoich, oczywiście).
Miałem jakiś rodzaj szczęścia, bo żadnych oczu nie było w pobliżu i drapałem się bez strat, tym razem.
Po wydrapaniu trosk (bo, z jakiego innego powodu drapałby się facet, kiedy nic nie swędzi?), wstałem już kolokwialnie, czyli obunóż i (tu skrócę, by nie nużyć)  ubrałem się pieczołowicie, gdyż zaleciał mnie chłód.
Wtedy przypomniało mi się, że skończył się gaz w butli, a że mieszkam na wsi, to innego nie mam i, niestety, nie chodzi o gaz do zapalniczek, ani żaden inny – alegoryczny, na przykład.
Ogarnął mnie lęk, bo do obiadu było jeszcze daleko, a zrobić go trzeba.
 
A tu w chałupie, jak na złość, nic na zimno nie ma.
sobota, 03 września 2016
Maria wybrała się do fryzjera.
To był zupełny przypadek, że - jednocześnie z Marią - do fryzjera wybrało się wiele innych kobiet.
Maria przyjęła to ze zrozumieniem i zmieniła kolor włosów na inny.
 
I znowu okazała się niepowtarzalna.
Tagi: Maria
01:12, zabociek , Maria
Link Komentarze (3) »
środa, 24 sierpnia 2016
Odwiedził mnie sąsiad, żeby pogadać. To gadaliśmy, a wtem nastał wieczór z całym swoim arsenałem cieni i skóra nam ścierpła, bo tak zrobiło się jakoś, że nie wiem.
Pożegnałem sąsiada niewylewnie, gdyż chodziło o szybkość.
Też się spieszył, na szczęście, bowiem i jego wieczór zastał nieprzygotowanego, gdyż, kto się tam na coś szykuje, idąc do sąsiada na kilka minut?
Mogło być groźnie, ale potknął się tylko dwa razy, w tym raz z przyklękiem, ale dotarł, bo słyszałem jak skrzypi jego furtka, a potem jego małżonka.
Wycofałem się powoli w domowe zacisze, a za mną wszystkie psy, ostrożnie szczekając.
Odetchnąłem z ulgą, uff.
Mimo nagłego wieczoru, nocy już się nie dałem zaskoczyć.
 
I patrzę w mrok. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 382