czwartek, 19 stycznia 2017
Odwiedził mnie Kazek, a właściwie, to mnie nawiedził, bo jeszcze spałem, kiedy się zjawił przy moim łóżku niczym zjawa.
A świt był jeszcze ciemny, chociaż ranek następował zdecydowanie i nieuchronnie wraz z warkotem wczesnego autobusu za oknem.
Po raz pierwszy widząc Kazka wystraszyłem się i ten przestrach tkwił we mnie jeszcze jakiś czas, chociaż rozpoznałem Kazka bez trudu, bo to był on, a zawsze rozpoznaję go właśnie po tym, że on, to on.
Mimo tego rozpoznania, wystraszył mnie obrazem swojej postaci, która w moich ćwierć-otwartych oczach wyglądała jak cień w mroku, a właściwie jak taka bardziej gęsta ciemność w kłębach zwykłej ciemności.
Porozmawialiśmy jednak, jak zawsze, gdy się spotykamy, choć nawet nie uniosłem się z łóżka.
Bo:
- Nie wstawaj – powiedział Kazek – jeszcze wcześnie – wpadłem tylko na chwilę.
I rzeczywiście, po chwili zniknął, a ja, otworzywszy wreszcie oczy na całą szerokość, zobaczyłem, że leżę z ramieniem zgiętym w łokciu i z poziomu poduszki, moja uniesiona dłoń, w ciemności, przyjęła kształt stojącej przy łóżku postaci.
 
Dobrze, że Kazka, a nie jakiejś zjawy.
czwartek, 12 stycznia 2017
Minął kolejny rok.
Uświadomiłem sobie, że był to trzeci z kolei, w którym nie udało mi się spełnić jedynego zamiaru, podejmowanego na początku każdego z nich.
Zaczął się rok następny
 
Niczego już nie zamierzam.  
sobota, 07 stycznia 2017
Pierwszy dzień roku. Imieniny Mieczysława. Dzień, podobny do innych, a jednak ma swoje, nie zawsze zauważane, odmienności.
Choćby ta, to dzień, który nominalnie zaczynając się o godzinie zero wybuchem fajerwerków i petard, oraz strzelających korków z butelek musującego wina (czasem - szampana), w rzeczywistości, ma swój początek daleko później.
Najwcześniejsza, dostrzeżona pora początku pierwszego dnia roku, to blady świt, czyli ranek po „sylwestrze”.
I właśnie, bo do rana wcale nie ma jeszcze 1-go stycznia, tylko wciąż trwa noc sylwestrowa, 31 grudnia.
Niesprawiedliwe to może dla Nowego Roku, lecz zrozumiałe, że stary się ociąga z odejściem.
Wie przecież, że nigdy już nie powróci, bo był ostatnim ze swojego rodu, niepowtarzalnym jedynakiem, do tego.
Nie opowiadajmy, więc, iż Stary Rok gdzieś odszedł, na zasłużony odpoczynek, przyznajmy uczciwie – odwalił kitę i bęc!
Był, nie ma i zostaną po nim jeno zapiski.
Nowy dłużej, od poprzednika, nie pociągnie, jeżeli nie pojawi się jakiś reformator kalendarza, który doda mu dni.
A wiadomo, że ten, co już jest, nawet o dzień dłużej nie pożyje, bo nie jest przestępny.
Nowy rok zaczyna się powolnym rozruchem, częstokroć, musującym napojem, lecz nie szampanem, a tą, tego, tam, sodką na zgagę i wzmożonym pragnieniem, a bywa, niewymuszonym wysysaniem wilgoci z kawowych fusów.
Mnie, to nie dotyczy, bo zbyt stary na zabawę, a zbyt młody na sen będąc, nie upijałem się amokiem szalonej zabawy, nie śpiąc bardziej z przyzwyczajenia, niż okazji.
Zauważyłem nadejście zmiany daty bez emocji, ale nie czekałem już na przyjście pierwszego dnia nowego roku i zasnąłem ubiegłorocznie.
Pierwszy dzień nowego roku, po przebudzeniu, okazał się podobnie bezbarwny, jak wiele minionych.
 
To, jednak, zupełnie nic nie oznacza.
niedziela, 01 stycznia 2017
niedziela, 25 grudnia 2016
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 386