sobota, 15 kwietnia 2017
Spokojnych Świąt!
19:59, zabociek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 kwietnia 2017
Przydałby mi się cud. 
Taki, że z nieba spada mi 100 tys. na konto i wtedy załatwiam, to co jest do załatwienia, robię sobie wreszcie protezę i przestaje bać się, że stara poprzecina mi żyły i ścięgna pod kolanem, spłacam komornika i odblokowuję konto, kupuje sobie mały pokoik po sąsiedzku, żeby wynieść się wreszcie z domu syna, ale nie zostawiając wnucząt bez opieki, bo miałyby tylko kilka kroków do mnie i nie musiałyby iść ulicą, gdyż mieszkałbym tuż za płotem, którego zresztą nie ma już, a ja bym go na pewno nie postawił, a jeżeli, to z odpowiedniej wielkości dziurą.
Niestety, Opatrzność, Los, czy Bóg, w puli mojego życia nie umieściły żadnego cudu, więc spadła mi dziś jedynie szklanka na podłogę w kuchni, gdy zmywałem naczynia i nieostrożnie przechyliłem koszyczek, z którego wypadła, jakby była naoliwiona, chociaż od trzech lat nie było takiego mocarza, który potrafiłby ją wydobyć z owego, plastykowego koszyczka i już myśleliśmy, że się z nim zrosła.
 
A, nie! 
sobota, 08 kwietnia 2017
Przedwczoraj przeoczyłem rozkwitnięcie mirabelki.
Nie zauważyłem drobnych płatków na bezlistnych gałązkach.
I dzień minął bezkwietnie po mojej stronie świata.
Wczoraj padał deszcz niezbyt rzęsiście.
Przepłukał powietrze i nieco przejrzało.
Wiatr się wkurzył i zdmuchnął zewsząd pył.
Też z kwiatów, które się okazały.
Również pszczołom.
Dziś brzęczało mi w głowie i jeszcze brzmi.
Ale to już domorosła filozofia,
 
A nie opis przyrody.
niedziela, 26 marca 2017
Obudziłem się późno, sam jeden w caluśkim domku, nie licząc psów.
Nie licząc, gdyż spały.
Koty też spały.
Cały dom spał, takie można było odnieść wrażenie i je odniosłem. Okazało się bardzo złudne, a zasadniczo mylne.
Dom nie spał, gdyż domy nigdy nie śpią i mój nie jest wyjątkiem, nawet, jeśli go nazwę domkiem. Jest ponadto. Nie rusza go, nawet, gdy nazywam go chałupą.
Raz tylko się zatrząsł, gdy nazwałem go ruiną, ale przejeżdżał akurat konwój dłużyc z drewnem, więc może od tego. Mimo to, wolę tak o nim się nie wypowiadać i określam jego stan raczej eufemicznie, jako: stary dom, lub wiekiem pochylony dom.
Zdaje się akceptować takie miana i się nie trzęsie. Czasem tylko dachem dzwoni, ale nie mam pojęcia, czy to jest irytacja, czy to wiatr, bo zazwyczaj dzwoni, kiedy wiatr wieje, nie licząc deszczu, ale to deszcz wtedy dzwoni o dach, a nie dom dachem, więc wtedy nie uwzględniam.
Czyli, dom nie spał i ja już nie spałem. O reszcie stworzeń było.
Rzuciłem okiem na dom, a dom odbłysnął mi od okna poświatą na szybie i tak, ni stąd, ni zowąd, powiedział mi, że jest słonecznie, a pieszczotliwość tego odbłysku dopowiedziała mi, że jest wiosennie.
Zerwałem się, zatem, jak z batutu, bo podskoczywszy plecami na łóżku, zrobiłem fikuśną przewrotkę i wyskoczyłem przed próg.
Ufam swojemu domowi, gdy mi coś mówi, ale – wiecie – opowieści o wiośnie, często bywają przedwczesne.
Dom jednak nie kłamał.
 
Pachniało wiosną, aż w nosie kręciło. 
poniedziałek, 13 marca 2017
Tak nie umiem pływać, a Ty wciąż, jak niemowlaka, zanurzasz mnie w oceanie.
Kochasz mnie, a nie brak Ci bezlitości, by mnie nasączyć jak gąbkę i takiego obrzmiałego od wilgoci położyć na gorącym piasku, żebym usychał z tęsknoty.
Zanurzony w oceanie Twoich łez i wydobyty, by poddać mnie działaniu gorąca Twoich uczuć, zmarnieję wkrótce i pozostanie po mnie jedynie nieforemna grudka soli.
Żebyś, chociaż, wzięła ją potem na język, pozwalając mi w ten sposób rozpłynąć się w Tobie i przeszyć Ciebie, jak nitką, swoim smakiem, i otoczyć, jak przestwór, wniebowzniosłym zachwyceniem, na łące, gdzie spoczywasz z kubkiem mleka i papierosem w ustach, czytając książkę nienapisaną przeze mnie.
 
Żebym stał się, chociaż, pyłem księżycowym, w chabrach twoich oczu, a nie dymem z papierosa….
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 389