czwartek, 20 września 2018
Smutno mi i zastanawiam się, czy to taka moja maniera (nie po raz pierwszy zresztą), czy może jestem już znudzony do cna tym wszystkim.
To wszystko, to życie, po prostu. Zwyczajne, szare życie, w którym nie dzieje się nic.
Albo nie, dzieje się monotonia. Typowa coroczna monotonia na koniec lata, kiedy w sadzie dojrzewają i spadają z drzew orzechy, a przejmujący zapach przejrzałych jabłek wierci w nosie, niczym wnuczek dziurę w brzuchu dziadka, gdy czegoś chce.
Na przykład, dzisiaj po południu. Maćkowi zachciało się jeść, ale nie bardzo miał w czym wybierać, więc zdecydował się na resztki.
Nie, nie. Nie wpadajcie w zgorszone przerażenie. Resztki, w oryginale, to są pozostałości ziemniaków po ścieraniu ich na masę do placków, a nie przedśmietnikowe odpadki.
Kiedyś zrobiłem placki, a że tarłem je dosyć powierzchownie, pozostało mi sporo "niedotartych" kawałków, które, z braku lepszego zajęcia (bo placki już były usmażone) wrzuciłem na patelnie z gorącym olejem i w sposób bardzo podobny do smażenia frytek doprowadziłem do stanu jadalności.
Nieoczekiwanie okazało się, iż bardzo zasmakowały Maciusiowi.
Dziś, a w zasadzie, wczoraj przypomniało mu się to jedzonko i musiałem mu je zrobić.
Oczywiście nie tarłem ziemniaków, tylko obrawszy kilka kartofli, najzwyczajniej w świecie pokroiłem je na drobne części, ale - Broń Boże! - nie tak, by choć w przybliżeniu były podobne do frytek, bowiem na frytki, Maciek ochoty nie miał.
Miała pretensje synowa, iż takim jedzeniem karmię przed snem dzieciaka, ale nic lepszego nie wymyśliła.
 
Ten tekst miał być o czym innym, lecz byłby smutny, jak ja jestem permanentnie, więc przerywam jego kontynuację ...
niedziela, 16 września 2018
Dziewczyna podeszła i dała mi w pysk.
Oblizałem się, bo dłoń miała delikatną. Tak delikatną, że sieć drobnych żyłek na zewnętrznej części dłoni wydała mi się rysunkiem wyjętym z ołowianych ramek witraża.
Przez czas plaśnięcia tej dłoni na moim policzku wyobraziłem sobie, jak przez ten witraż przeciska się jeden, jedyny promyk światła i porozcinany, jak włos dzielony na czworo w sporze, rozbiega się po zakamarkach mojej duszy wielobarwnym, nieziemskim strumieniem ognistej lawy i rozpala tę moją duszę do niewyobrażalnie wysokiej temperatury.
 
Tak mnie buzia piekła!
sobota, 08 września 2018
Odbiło się to jednak na mnie, bo całą noc nie mogłem zasnąć i wciąż przez moją głowę przetaczała się ta niepotrzebna dyskusja.
Obudziłem się około szóstej, a właściwie obudziło mnie kołatanie serca.
Dawno tego nie miałem, ale nie wpadłem w panikę, jak zdarzało się to dawniej. Leżałem spokojnie na lewym boku (bo tak się obudziłem) i starałem się oddychać równo i głęboko.
Po kilku minutach moje serce zwolniło i mogłem kontynuować procedurę wybudzania się ze snu, a sen był o tym, że jechałem tramwajem i podszedł do mnie kontroler biletów. Nie, nie żaden kanar, tylko zwyczajny kontroler, taki, jak za mojej najdawniejszej młodości i wówczas, gdy podszedł do mnie we śnie, obudziło mnie kołatanie serca.
Nim cokolwiek uczyniłem powiązałem sobie w głowie nieco potargane myśli i odkryłem przyczynę krótkotrwałej tachykardii.
Był to stres odłożony po przedwczorajszej wizycie agresywnego windykatora, który niewpuszczony przeze mnie do domu wykrzykiwał przed furtką, iż jestem złodziejem, bo ukradłem mu kilka tysięcy, i mam natychmiast je oddać.
Popełniłem błąd, bowiem zamiast go zignorować, to wdałem się z nim w dyskurs, przypominając, że sprawa jest zamknięta, gdyż przegrał on (a w zasadzie firma, którą reprezentował) ze mną w sądzie, jako że dług dawno się przedawnił.
Nie zmieniło to jego agresywnej postawy, bo twierdził ( i słusznie), że dług nie zniknął i on żąda zwrotu.
I kilka minut trwała przepychanka między nami.
Miałem okazję, pierwszy raz zobaczyć, perfidny arsenał zachowań takich ludzi, a więc celowo głośne wykrzykiwanie (żeby sąsiedzi słyszeli) o tym, że mam jakiś dług, że jestem złodziejem itp.
Cały incydent zakończyło przybycie mojego syna, któremu powiedziałem, że ma dać gościowi w pysk, bo ja po operacji nadal jestem słaby.
Oczywiście, natychmiast powstrzymałem syna, gdy on bez zastanowienia ruszył spełnić moja prośbę.
Facet uciszył się, jakby rzeczywiście dostał po buzi i choć jeszcze coś próbował mówić, już go zignorowałem.
czwartek, 30 sierpnia 2018
Obudził się i z rozczarowaniem przyjął do budzącej się świadomości, iż nie obudziła go kobieta, a tak już czuł się błogo w cieple puchowej kołderki. Zupełnie jak w objęciu gorących ud i ramion.
- Tylko pozory i iluzje - mruknął z niechęcią, gwałtownym ruchem odrzucając kołdrę i psa, który się w niej zaplątał.
Pies wyraził oburzeniem wzrokiem, który serce kraje.
Przeprosił go w myślach i głaszcząc po lśniącej sierści. Pies odwdzięczył się posuwistym liźnięciem jęzorem po jego twarzy. By nie urazić stworzenia, obtarł ją dopiero, kiedy się odwrócił,  żeby pies nie zauważył nietaktu.
W oknie jego wzrok natrafił na pejzaż za szybą.
Zachwycił się od niechcenia, pomimo budzennego rozczarowania.
Świat za oknem okazał się piękny, lśniący i zupełnie nieznajomy, choć swojski.
Pozory i iluzje, pozory i iluzje - mamrotał bez sensu - a żyć trzeba, choć się nie daje.
 
Z tą myślą wstał.
Tagi: dom
01:18, zabociek , Z archiwum
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 sierpnia 2018
Wróciłem ze szpitala po niedługim pobycie i równie niedługotrwającej operacji.
Zabieg pod pełną narkozą wzbudzał we mnie pewne obawy, gdyż wciąż mam w pamięci operacje z dzieciństwa, kiedy gaz usypiający wdychałem z gumowej maski, a wcześniej z kropel eteru kapiących na gazę przykrywającą mi twarz. Do dziś pamiętam ten zapach i duszący strach ściskający moje gardło.
Tym razem, nim zdążyłem się spytać o początek procedury operacyjnej, już obudziłem się po zabiegu.
Szybko i bez żadnych sensacji.
Nawet pragnienie miałem umiarkowane. Widocznie kroplówka nawadniała mnie wystarczająco.
Na swoją salę wróciłem po kilku godzinach i nadal byłem jedynym lokatorem w dwuosobowej izbie.
Tej nocy, po raz drugi, nie mogłem zasnąć spokojnie, budzony równym, regularnym oddechem dobiegającym z sąsiedniego łóżka, na którym tej nocy - następnych również – nikt nie spał i towarzyszący oddechowi odgłos szeleszczącej pościeli był jedynie efektem dziwnej akustyki szpitalnej architektury, dzięki której efekty dźwiękowe z innych pomieszczeń przenosiły się do mojej sali.
Tak to sobie tłumaczę.
Pobyt, leczenie i zabieg były bezpłatne, ale i tak wytrzepały mnie dokładnie z najmniejszej okruszyny.
Być może w tym tkwi przyczyna mojej bezsenności, ale to niebolesna bezsenność.
 
Stara, przytulna bezsenność domowa.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 404