piątek, 14 grudnia 2018
Trwa niepogoda, a z kominów dym zatyka płuca.
Żebym tak miał, cholera, papierosa…
Odetchnąłbym głębiej.
Niestety, nie palę…
A w pobliżu nie ma Jej, by przyniosła mi od brata.
(Jego też nie ma. Już nie ma.)
Od niej wypaliłbym całą paczkę.
Żeby tylko była.
Ona.
Jest, lecz z innym i już się do mnie nie uśmiecha.
No, cholera, no!
 
To tylko wspomnienie.
czwartek, 13 grudnia 2018
Mikołaj mnie nie lubi, bo gdy by było inaczej, to znalazłbym w butach te kilkanaście tysięcy i oddałbym wreszcie wszystkie swoje długi, przed końcem roku, które zmniejszają się, co prawda, ale w takim tempie, że żadnego życia nie starczy na ich spłacenie.
Sąsiad mówi, że nie mam prawa boczyć się na Mikołaja, bo przecież sam sobie jestem winien i nie jestem dzieckiem.
Wszystko to jest słuszne aż do bólu, a przecież boli, jak kręgosłup  w niewygodnych butach, a buty mam niewygodne. I kwalifikują się do wymiany.
 
W domu kolejny tydzień, a może i miesiąc nawet, remontu. Dlatego żyję, jak partyzant w ziemiance, nim go gajowy wygoni.
Mnie tylko synowa przepędza z kąta w kąt, bowiem przeszkadzam jej w robocie. Ma rację, gdyż nie znajduję w sobie entuzjazmu dla permanentnych zmian w zabudowie i wystroju pokojów i kuchni.
Wolałbym sobie zwyczajnie pomieszkać przez jakiś czas bez kurzu, hałasu i strachu, że coś spadnie na głowę.
Prace remontowe trwają długo, bo nie ma kasy na tyle, żeby kupić potrzebne materiały od razu i szybko rzecz zakończyć. I synowa, oraz syn robią wszystko sami, nawet przeinstalowanie instalacji wodnej, i grzewczej wykonali sami, nie mając w tym żadnego doświadczenia.
Zrobili przecież całą robotę znakomicie.
Ja, w ramach nieodwzajemnionej życzliwości, bawię się w palacza i rębacza, pilnując, żeby nasz kopciuch dawał ciepło i generował smog, bowiem na dopłaty na wymianę pieca się nie kwalifikujemy, gdyż mamy za duży dochód na osobę. Ha!
 
Nadchodzą święta, którymi jednak nie za bardzo się ekscytuję, bo ani się nigdzie nie wybieram, ani nikogo nie zapraszam, chociaż jeżeli trafi się niespodziewany gość, to jakieś krzesło mu podstawię.
 
I rybą się podzielę. 
środa, 05 grudnia 2018
Leżę na plecach. Od brzegu morza daleko i tu przypływ nie sięga.
Chciałem na wydmę wejść i omsknąłem się nieszczęśliwie.
Przypływ mnie nie uniesie, odpływ nie porwie w bezpieczne odmęty.
Spali mnie żar i wysuszy nieugaszone pragnienie.
Moja obronna skorupa stała się moją zgubą.
Ciężar jej pancerza pozbawia mnie szans na wybawienie.
 
Jeszcze tylko poprzebieram łapkami.
poniedziałek, 26 listopada 2018
- Znudziłeś mnie już nie do wytrzymania. – Powiedziała Maria głosem takim, jakby ją bolały zęby.
Zacząłem przekonywać, że to tylko chwilowe wrażenie, że ma zły nastrój, że może ją rzeczywiście zęby bolą, ale patrzyła na mnie wzrokiem coraz bardziej wyniosłym, krzywiła usta z wyrazem coraz większej niechęci.
- Czy ty nie rozumiesz? – Powiedziała z irytacją.
- Czego Mario? – Skurczyłem się.
- Że, po prostu już nie chce mi się z tobą gadać!
- Ale dlaczego?
 
- Bo nie ma, o czym! 
czwartek, 22 listopada 2018
Wyciągnąłem ramiona, by mogły wykrzyczeć ból.  Wówczas nadeszła Maria i popatrzyła na mnie ironicznie.
Straciłem kontenans i poczucie własnej wartości. I tak nieznaczne.
 
A ręce mi całkiem opadły. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 406