Blog > Komentarze do wpisu

Słońce jasno-świecące

Przed świtem, a właściwie, jeszcze w nocy zbudził mnie ból. Ból egzystencjalny, a nim oczy rozpoznały w szarzyźnie za oknem nadchodzący ranek, pojawił się ból łatwiejszy, ten codzienny, fizyczny. Dzięki niemu uniosłem głowę, choć była napełniona kilogramami ołowiu – tak czułem – i oderwanie jej od mokrej, od mojego potu, poduszki graniczyło z beznadzieją, jaką bez szukania odnajdowałem w sobie.
Ból , ból i tylko ból. Głowa, kark, plecy, noga i z powrotem stawy , przez krzyż do głowy.
I świadomość, że tak jest i tak być musi, gdyż tak mi przypadło.
Niby wiem, niby się oswoiłem, a nawet przywykłem, to jednak…
Szarość za oknem bladła, a może wpierw posiniała, by przez minuty porażającej samotności rozjaśnieć i stać się światłem…
To tyle wewnętrznych rozterek na powitanie pierwszego słonecznego dnia od kilku wcześniejszych, mokrych, jak twarz od łez, od pulsacyjnych deszczów, które nie były jeszcze ulewami , a już wzbudzały dreszcze lęku o wszystko, co dookoła blisko i o to inne, gdzieś daleko, i o tych innych tamże.
To też bolało nie do zniesienia.
Prawie, bo jednak uniosłem się i mimo  że żadnego ciężaru nie udało mi się zrzucić z barków, wstając, wydrapałem się z czarnej studni depresyjnej bezradności.
Psy popiskiwały w kojcu.
Dałem im jeść i poszliśmy na spacer.
 
Słońce rzeczywiście jasno świeciło. 
piątek, 20 lipca 2018, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: