Blog > Komentarze do wpisu

Bezdenność

Budzę się – domyślam, że rano – i zastanawiam się, czy unieść powieki. Ciężkie, jak z ołowiu i nieruchawe, jak drzwi na urwanych zawiasach.
Gruboziarnisty piasek na gałkach ocznych skrzypi gdzieś w głębi mózgu ścierając z tęczówki barwy oczu.
- Są szare, jak pogoda za oknem, nie otwieraj ich – mówi mi moja depresja, zwana niekiedy bezdennym przygnębieniem – i nie wstawaj, nie warto się ruszać z pościeli…
- Ale muszę… mam obowiązki … - próbuję przekonać bezdenną niechęć owiniętą wokół mojego ciała.
- Leż, bo cię będę bolała! – Straszy mnie moja lewa stopa.
- I tak mnie bolisz - silę się na rozpaczliwą ironię, opuszczając na poduszkę, nie wiem kiedy, uniesioną głowę.
- Będę bolała jeszcze mocniej, najmocniej! – Nie przestaje grozić moja lewa stopa.
Dyskusję z moją lewą stopą przerywa moja depresja histerycznym śmiechem, bo przecież ból lewej stopy, to gówniany ból w porównaniu z bólem, którym przenika mnie depresja.
Obudzony, pozostaję w bezruchu i choć przemożnym wysiłkiem otwieram oczy i z trudem utrzymuję ołowiane pokrywy powiek w pozycji uniesionej, nie widzę właściwie niczego poza sączącą się zewsząd lepką szarością.
Gdzieś w oddali pokoju przesuwa się bezkonturowy cień kotki dopominającej się jedzenia.
Wiem o tym z jakiegoś przedsennego zakamarka pamięci, którego nie ogarnęła jeszcze otchłań bezdennego przygnębienia, ale co mnie to obchodzi?
 
Niech ktoś inny ją nakarmi.
piątek, 28 lipca 2017, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: