Blog > Komentarze do wpisu

Kiedy jej nie ma

Marii nie było i wspomnienie o niej nabrało dziwnego posmaku. Jakiejś niespotykanie subtelnej soczystości i wyrafinowanej goryczki, która wprawiała w podniecenie.
Rozkoszowałem się nim jak melancholik przygnębiającym smutkiem, jak alkoholik zimnym błękitem denaturatu, jak ksiądz nawałem nekrologów w parafii, jak grabarz niech mu lekką ziemią, jak masturbant śliskością omdlałej dłoni.
Cudowność tego doznania przeniknęła mnie na wskroś przestrzałem ekstazy niebosiężnej.
Rozdygotałem się epileptycznie w kataleptycznym transie niepozbieranych myśli o niej - Marii nieobecnej z przyczyn nieznanych, ale odciskającej niezatarty ślad swojego istnienia w każdej, nawet nieodmierzalnej cząstce czasu.
Mario... - Wysłowiłem imiennie nieokiełznane uczucie.
- Ciągle nosisz ten stary płaszcz! - Odezwała się Maria nieoczekiwanie.
 
Albowiem, Maria, nawet kiedy jej nie ma, to wszystko widzi.
środa, 23 listopada 2016, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/11/25 23:22:05
Rany... czy to nie straszne? :p
-
2016/12/02 00:54:19
W pewnym sensie, tylko zwyczajne.