Blog > Komentarze do wpisu

Autobiografia 2006

Gdy dzień się budzi w kolorze Słońca, nie zawsze, w identycznym kolorze, budzi się człowiek.
Człowiek często budzi się w barwie innej - poszarzały na twarzy, sczerniały wewnętrznie i bliżej mu do sinej mgły niż do zorzy złocistej.
Powody takiej różnorodności barw człowieczych bywają różne, najczęściej egzystencjalne, bo świat już tak jest urządzony – rzeknę, by nie rozwlekać wywodu – że człowiek, jak kameleon, zmienia barwę zależnie od sytuacji, choć niekoniecznie od otoczenia.
To wstęp był do opowieści właściwej, czyli o mnie, bo ja, jak każdy pisarz, (choć pisarzem nie jestem) w każdej swojej książce (chociaż książek też nie piszę), wciąż piszę swoją autobiografię i opisuję swoje życie, (pomimo, że nie ma, o czym pisać).
Dzisiaj moja autobiografia wyglądała tak (w pewnym przybliżeniu, rzecz jasna) :
Wstałem (o kolorach wyżej), co należy rozumieć tak, że otworzyłem oczy (oba naraz) i pogapiłem się na sufit (bo było widno już), i muchy na nim nie chodziły, i coś sobie pomyślałem, ale co, nie powiem, bo może będę jeszcze jakiś inny wpis chciał zrobić, lub inną swoją autobiografię napisać, i wtedy ta myśl znajdzie się, jak znalazł.
Gapienie, myślenie i leżenie, mimo, że już wstałem, trwało kilka minut, do podniesienia.
Po podniesieniu, znowu się pogapiłem, tym razem w okno i tam była zorza odbita, oraz kotka, która chciała wyjść, ale okno nie było otwarte. Po szybie łaziły też muchy, w kilka osób, pewnie miały, jaki zlot towarzyski, lub po prostu, to był przypadek.
Pogapiłem się, podrapałem tu i ówdzie, bo nie wiem, dlaczego, facet, kiedy się podnosi z wyra (bo czy jaki facet wstaje z łóżka?), to musi nieuchronnie podrapać się tu i ówdzie, i wiele na tym traci w oczach (nieswoich, oczywiście).
Miałem jakiś rodzaj szczęścia, bo żadnych oczu nie było w pobliżu i drapałem się bez strat, tym razem.
Po wydrapaniu trosk (bo, z jakiego innego powodu drapałby się facet, kiedy nic nie swędzi?), wstałem już kolokwialnie, czyli obunóż i (tu skrócę, by nie nużyć)  ubrałem się pieczołowicie, gdyż zaleciał mnie chłód.
Wtedy przypomniało mi się, że skończył się gaz w butli, a że mieszkam na wsi, to innego nie mam i, niestety, nie chodzi o gaz do zapalniczek, ani żaden inny – alegoryczny, na przykład.
Ogarnął mnie lęk, bo do obiadu było jeszcze daleko, a zrobić go trzeba.
 
A tu w chałupie, jak na złość, nic na zimno nie ma.
wtorek, 13 września 2016, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
-
2016/09/21 23:22:34
:)