Blog > Komentarze do wpisu

Rupiecie

Cały dzień tułałem się po podwórku i potykałem o porozrzucane skorupy zabawek, dowód pracowitości wnucząt i zaprzeczenia biedy, którą czasem sobie wmawiam.
Gdyby te zabawki nie były połamane, śmiało możnaby zabezpieczyć potrzeby niemałego przedszkola lub żłobka, bowiem są – były – przeznaczone dla różnego etapu rozwojowego maluchów i zbierały się na podwórku przez kilka lat.
Chodziłem, potykając się i próbując wyzbierać ten złom i zebrać go do utylizacji, ale chodzący za mną i bliźniaczo potykający się mój wnuczek, Maciek kategorycznie sprzeciwiał się moim zamiarom i sam zbierał to, co jeszcze dało się zebrać, po to, żeby zanieść to na kupkę piasku i natychmiast użyć do zabawy.
A bawił się czujnie i w żaden sposób nie mogłem niczego podnieść z ziemi, żeby natychmiast nie reagował krzykiem i żądaniem przyniesienia zabawki do piaskownicy.
Dałem, więc spokój. Prędzej czy później synowa sama zrobi z rupieciami, jaki taki porządek, a rupieci i tak nie ubędzie, bo zawsze znajdzie się jakaś ciocia, czy wujek, która uzupełni zasoby.
Mój zapał do porządkowania przestrzeni najbliższej wyniknął z niczego, a dokładniej z pierwszego potknięcia o ćwierć plastikowej ciężarówki, która zamiast kopnąć, jak człowiek, podniosłem gestem autonomicznym od umysłu i dalej już nie poszło, bo Maciek…
A Maciek upiera się łazić za mną i nawet przyjazd jego ojca z Norwegii nie zmienił tego uporu.
I dobrze, bo syn – ojciec Maćka – miał przez ostatnie dni trochę do załatwienia, a raczej do płacenia.
Syn przyleciał we wtorek, ale jego bagaż nie i do dzisiaj jeszcze go nie ma, choć przedstawiciel linii lotniczej zapewniał, że kurier dostarczy go wczoraj.
Trochę się zmartwiłem, bo w bagażu syna znajdował się głównie komputer dla mnie od Adama, ale przybycie syna ucieszyło mnie, tym bardziej, że zupełnie nic o nie wiedziałem o jego przylocie.
A niespodzianki przyjemne zawsze cieszą i to cieszą najbardziej.
Nie wiem, czy syn dzisiaj też tak się cieszy, bo wyciągnąłem z niego prawie 300zł na lekarstwa, ale nie miałem właściwie wyboru, bo nieprzewidziane i niecierpiące zwłoki płatności wyczerpały mój kapitał, chyba, że w już zacząłbym  realizację, coraz bardziej krystalizującego się w mojej głowie, planu rezygnacji z kupowania leków.
Znam kilka osób, które tak postąpiły i żyją.
A że boli?
 
Życie jest od tego żeby bolało.

piątek, 02 października 2015, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/10/02 12:38:19
Zabawki maja najwyrazniej wartosc emocjonalna dla wnuka. Dzieje sie duzo u Ciebie, az milo poczytac. Oby walizka jak najpredzej sie znalazla, razem z cala zawartoscia. Udanego weekendu :)
-
2015/10/02 22:27:46
życie jest po to by żyć, a nie dożywać! jeszcze się podniesiemy Zabociku! :) trzymaj się nie daj się! a piaskownica u mnie wygląda podobnie:)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/10/02 23:06:27
Taka rupieciarnia, a może i większa była i u mnie jakiś czas temu. Teraz bardzo za nią tęsknie. Dzieci urosły. Smutna to prawda, ale ja też znam osoby, które zrezygnowały z leków. W jakim kraju my żyjemy ? Pozdrawiam bardzo serdecznie.