Blog > Komentarze do wpisu

Sroki i gołębie

Zmieniła się pogoda i wiele innych okoliczności także uległo zmianie, jak choćby wystrój przestrzenny w pobliżu mojego domu.
Zwyczajnie – zazieleniło się.
Najpewniej w miejscach bardziej oddalonych, stało się podobnie. Bo to już taka pora.
A u mojej siostry na balkonie para gołębi uwiła sobie gniazdo w doniczce z kwiatami, bowiem siostra ma wiele kwiatów na balkonie, a może nawet niczego innego poza kwiatami tam nie ma, chociaż pewny nie jestem, gdyż dawno u niej nie byłem i wszystko, co wiem o jej balkonie, to z jej ust, albo z ust jej wnuczki, Amelki, która potrafi mi bardzo długo opowiadać o tym, co jest lub czego nie ma u babci i nie tylko o tym lubi mi opowiadać.
O gołębiach jednak opowiedział mi, akurat, najpierw dziadek Amelki, czyli mój szwagier, później opowieść uszczegółowiła sama siostra, a resztę teraz ja dopowiem, gdyż o reszcie tylko ja wiem i jeszcze nikomu tej reszty nie opowiadałem, gdyż nie miałem jakoś okazji.
A może mi się nie chciało, co jest coraz częstszą przyczyną moich niedokonań.
W każdym razie, gołębie uwiły gniazdo, a kiedy się uwijały przy tej robocie, co jest skądinąd zaprzeczeniem ewangelicznej wykładni o próżniaczym dobrobycie ptasząt niebieskich, które nie sieją i nie orzą, przeszkadzała im sroka, usilnie starająca się nie dopuścić do powstania gniazda.
Para gołębi przepędzała ją wspólnymi siłami, a czasem pomagała im moja siostra, która pogodziwszy się, że gniazdo nieco utrudni rozkwit i rozrost kwiatom, przyjęła rolę siły wyższej czuwającej nad światem balkonu.
Nieudolnie lub podobnie, jak każda inna siła wyższa, co się okazało za niedługo.
Wkrótce w gnieździe pojawiły się jajeczka, a po następnym wkrótce z jajeczek wykluły się dwa gołębięta.
I nadal nad gniazdem unosił się cień sroczych skrzydeł, i ogona oraz rozlegał się agresywny skrzek sroki.
Nie będę przedłużał, więc powiem, że któregoś dnia, siostra ujrzała na balkonie krew i szczątki młodych gołębi.
Rodzice nie upilnowali. I ona również.
Przez kilka dni gołębie żałobnie gruchały na balustradzie balkonu, by wkrótce zniknąć.
To opowieść podstawowa, stanowiąca fundament całej reszty, o której będzie teraz.
Przez wiele dni, niezależnie od pogody, gdy tylko rozjaśniło się rankiem na tyle, bym mógł dosięgnąć wzrokiem przez okno do koron drzew rosnących po przeciwnej stronie drogi, pierwsze spojrzenie rzucałem na rozwidlenie konarów, w którym to rozwidleniu, gołębie wysiadywały jajka i obserwowałem prawie nieporuszającego się ptaka, cierpliwie wykonującego swój przyrodniczy obowiązek.
Nie mogłem obserwować zbyt długo, bo wkrótce pojawiał się w polu mojego widzenia mój najmłodszy wnuczek i to na niego musiałem od tej chwili zwracać nie tylko swoje oczy, ale i wszystkie inne zmysły, bo – jak wiecie – piętnastomiesięczne dziecko jest nieprzewidywalne, co do kierunku przemieszczania, jak i co do czynności, które zamierza wykonać. Lepiej, więc jest monitorować każde drgnienie takiego brzdąca.
Ale tym razem, nie o wnuczku opowiadam, wróćmy, więc do gołębi, na które mimo wszystko czasem i w ciągu dnia rzucałem okiem.
Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego również te gołębie (bo wiem, że była ich także para) musiały bezustannie odpędzać od swojego gniazda jakieś inne ptaki, ale tym razem nie było wśród natrętów sroki.
Bo sroka była po drugiej stronie naszego domu. Zbudowała sobie gniazdo na jednej z wysokich już, choć jeszcze młodych akacji i też chyba wysiadywała jajka, bowiem rzadko opuszczała gniazdo.
Zdziwiła mnie jedna rzecz. Sroka wciąż musiała odpędzać od swojego gniazda uporczywie atakujące je gołębie.
Było tych gołębi, co najmniej ze trzy pary.
Czy obserwowane przeze mnie ptaki pomyślnie wychowały potomstwo?
Nie wiem.
Pod gniazdem sroki, moja wnuczka, Wiktoria, znalazła skorupki jajeczek i powiedziała mi, że z tych skorupek wylęgły się małe sroczki oraz zapewniała mnie, że widziała takie małe sroczki uczące się latać z drzewa na drzewo w naszym sadzie.
Pomyślałem, że mimo opowieści mojego szwagra o balkonowej tragedii, chciałbym, żeby moja wnuczka miała racja, chociaż nadal widuję tylko jedną srokę w okolicach naszego domu.
Ale przecież świat jest wielki i regułą jest, że sroki opuszczają swoje gniazda by znaleźć w tym wielkim świecie inne, lepsze miejsce na założenie swojego.
 
Jak ludzie, przecież. 
niedziela, 10 maja 2015, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/05/10 04:43:33
Trzymanie golebi na balkonie to glupota a jesli w domu jest dziecko....bezdenna glupota.
----------------------------
Uwaga na ''latające szczury''. Gołębie odchody groźne dla zdrowia

To ciekawe / 2013-05-23 20:20:00
Problem z gołębiami polega nie tylko na tym, że powodują szkody gospodarcze, ale także zdrowotne. Nie każda osoba wie, że ptaki te przenoszą groźne choroby, a w ich odchodach zawarte są wirusy, przez co wiele osób nazywa je "latającymi szczurami".
Zanieczyszczone balkony, elewacje czy chodniki taki obrazek możemy często napotkać w okresie ciepłych miesięcy, jakie mamy teraz. Odchody odstraszają swoim zapachem i wyglądają nieestetycznie. Przechodnie starają się omijać zanieczyszczone miejsca szerokim łukiem.

Większy problem mają lokatorzy mieszkań, na których elewacjach gołębie są stałymi gośćmi. Ptaki te przenoszą bakterie powodujące u ludzi poważne choroby żołądka i jelit. Hiszpańscy naukowcy u większości miejskich gołębi wykryli m.in. bakterię Chlamydia Psittaci.

Wywołuje ona ptasią chorobę, nawet po bardzo krótkim kontakcie z wydalinami ptaków. Przebieg choroby bywa różny, lecz zazwyczaj charakteryzuje się wysoką gorączką, dreszczami i bólami mięśniowymi. Bakteria ta przez niektórych jest nawet uważana za groźniejszą od słynnej Salmonelli!
Wspomniany patogen nie wywołuje u ptaków żadnych chorób, ale bardzo zwiększa ryzyko zarażenia wśród ludzi. Istotnie, nie każdy kontakt z gołębiem powoduje infekcję, ale w niektórych przypadkach efektem może być nawet poważne zapalenie płuc.

Odchody pełne wirusów

Badając gołębie odchody lub gniazda, w których te ptaki przebywają, znaleźć można olbrzymie ilości muszych larw, pcheł, molików czy innego rodzaju robaków. Ptaki w dużych koloniach przechodzą do lęgu niekiedy bez budowania gniazd, czyniąc to na warstwach odchodów o różnej grubości, a także na martwych młodych gołębiach.

Nie wolno także lekceważyć wyschniętych ekskrementów, zwłaszcza w wypadku wdychania kurzu lub zetknięcia ze skórą. Gołębie bezpośrednio lub pośrednio rozsiewają różne zarazki chorobowe, które mogą powodować m.in. zapalenie opon mózgowych, toksoplazmę czy choroby układu oddechowego.

Inną poważną chorobą, którą można się zarazić poprzez kontakt z grzybem drożdżopodobnym, jest kryptokokoza, zwana powszechnie drożdżycą europejską. Co ważne, do zakażenia dochodzi drogą wziewną przez kontakt z odchodami gołębi, na skutek wdychania zakażonego powietrza. Początkowe objawy choroby to zaburzenia widzenia, bóle głowy, bądź zaburzenia stanu psychicznego.

Dużo poważniejsze konsekwencje kryptokokoza spowodowała
przed dwoma laty w Kanadzie. Choroba zaatakowała kręgosłup i mózg 23-letniej dziewczyny regularnie karmiącej ptaki. Najbardziej tragicznym skutkiem okazała się jednak utrata wzroku.

Uwaga na obrzeżki!

Roztoczem najczęściej występującym na gołębiach jest z kolei obrzeżek gołębi. Latające szczury są głównymi żywicielami wszystkich aktywnych stadiów obrzeżka. Zasiedlają się na strychach budynków, poddaszach, wieżach kościołów bądź w szczelinach murów. Kleszczy powinni się strzec w szczególności lokatorzy posesji, w których gołębie są lub były stałymi gośćmi. Pasożyt w przypadku braku obecności ptaków, atakuje ludzi. Obrzeżki żerują głównie w nocy, przypominając zwykłe kleszcze wkuwają się w ciało, po czym odrywają po kilku godzinach. Ukąszenie może spowodować silną reakcję alergiczną, a sam obrzeżek jest nosicielem różnych wirusów.
Najskuteczniejszą metodą na pozbycie się insektów jest używanie oprysków w miejscach występowania kleszczy, jednak dopiero w przypadku uprzedniego pozbycia się gołębi. O powadze problemu obrzeżków najlepiej świadczy sytuacja z Zabrza, gdzie niegdyś ewakuowano mieszkańców jednej z kamienic, w której zalągł się ten rodzaj kleszcza.
-
2015/05/10 12:06:42
Och!
Szkodliwość żywych stworzeń w przestrzeni życiowej człowieka jest udowodniona, ale idzie ku dobremu.
-
2015/05/10 21:47:30
Żaboćku :D. To podsumowanie jest istotne dla żywych stworzeń jak i dla człowieka, albowiem ziemia dla jednych jest płaska, dla innych wklęsła. Mój niegdysiejszy szef wpisywał w rubryce (była taka kiedyś podobno) kolor skóry: RÓŻOWY w miesiącach chłodnych, a OPALONY w miesiącach letnich. To był gość. U nas srok zatrzęsienie, ale sikorki też bywają i takie małe zielonawe. Nie wiem, co to są, ale przylatują, natomiast wróbli brak. Trochę szkoda. Mój ogródek puchnie od owadów. :D
-
2015/05/10 22:24:22
Tani

W naszej okolicy również jest sporo ptactwa i wróbli, w tym, nieco.
Zresztą, wszystkie ptaki, to wróble :)