Blog > Komentarze do wpisu

Dobre tematy do rozmów

Jestem po bezsennej nocy.
Dlaczego zdarzają mi się bezsenne noce, jeszcze nie wiem, a może nigdy się nie dowiem, bo, powiem szczerze, mało się tym przejmuję, a nawet przeciwnie, gdyż bezsenność może być znakomitym tematem do rozmów, na przykład.
Ostatniej bezsennej nocy nie wykorzystałem jeszcze do niczego, albowiem z nikim dzisiaj nie rozmawiałem, choć może będę, gdy pójdę lub pojadę (zależy od pogody – czy będzie padał deszcz lub grad, czy nie będzie padało nic) do Menela.
Tak, tak, pamiętam, miałem już o Menelu nie pisać i w zasadzie słowa dotrzymam, choć może nie w całej rozciągłości, bo – powiedzmy – nie uważam, że gdy napiszę o tym, iż rozmawiamy sobie ostatnio z Menelem o tym i owym, to będzie pisanie o Menelu, ale właśnie o tym, o czym rozmawiamy lub tylko o samym rozmawianiu.
A tak się składa, że rozmawiamy z Menelem ostatnio dużo i często, i są to, w zasadzie, moje jedyne rozmowy, jakie ostatnio wiodę lub przeprowadzam ( bo niektóre przebiegają, jak wywiad dziennikarski i - jak taki wywiad - są o niczym, choć wyglądają, jakby były o życiu, a nawet sztuce, co na jedno wychodzi, bo życie, to wielka sztuka, tylko że reżyser partacz, więc wygląda, jak kicz), gdyż do innych ludzi nie chadzam, a i oni też do mnie nie zaglądają (bo sąsiada nie liczę, gdyż to nie człowiek, a wilk jest).
Rozmawiamy, więc sobie z Menelem o tym i o owym, więc gdyby się komu chciało ( ale nie chce), bez wysiłku mógłby napisać, na podstawie tych rozmów, wielką epopeję, w której byłoby wszystko, czego w epopei potrzeba, a dodatkowo byłaby jeszcze w tej potencjalnie napisanej epopei prawda życia, choć sensu oczywiście tego życia by nie było, albowiem ono sensu mieć nie może.
Ostatnio jednak, rozmawialiśmy z Menelem głównie o szczęściu, tym zwykłym, materialnym, a nie o tym abstrakcyjnym, właściwie nierozpoznawalnym przedmiotowo, bo żadnej przedmiotowości w nim nie ma, a jedynie odczucia wewnętrzne, a te są, jak ból brzucha, dla każdego inaczej odczuwalny, nawet jeśli biegunka podobna. A niektórzy biegają bezboleśnie ( do ubikacji, rzecz jasna).
O bólu, skądinąd z Menelem nie rozmawiamy, bo obaj nosimy w kieszeni sznurek powieszonego. Co to znaczy, niech domyśla się każdy z osobna lub pominie ten akapit bez myślenia.
A tak, nawiasem: Do czytania moich tekstów wcale nie potrzeba myślenia, o czym przekonałem się sam, zaglądając do tych pierwszych z grudnia roku 2004. Nawet myśląc, niczego z nich nie zrozumiałem, więc przepraszam Was, Drodzy Czytelnicy, że często myślałem o Was, jako o tych, którzy nie potrafią zrozumieć moich prościutkich, jak trzonki łopat, przekazów i nie miałem racji, bo chociaż tak było, to nie Wasza wina, ale nie wiem, czy moja, bo skoro ja sam niczego nie rozumiem?
Z tym, że jest pewna komplikacja, na którą na razie nie mam prostego, ani innego wyjaśnienia -Ja nie rozumiem niczego.
Wracając do szczęścia, a raczej do rozmów o nim z Menelem.
Menel uważa, że nie mam szczęścia i to jest bezdyskusyjne ( tego materialnego, rzecz jasna), bowiem nie wygrywam w totolotka ani w zdrapki, ani w żadne inne gry ( czasem w karty się zdarzało, ale to, bo w miłości mam szczęście przemijające, więc karta raz mi szła, raz nie). Menel, przy okazji, wypomniał mi bezgniewnie, że kiedyś ograłem go w sposób wręcz przestępczy, choć zgodnie z regułami i on do dziś wciąż zachodzi w głowę, jak mi się to mogło udać. Też nie wiem, bo na Menela mocnych w karty nie było. Ale śmiejemy się z tej historii obydwaj tak samo, jak wtedy, gdy się zdarzyła, bo to była naprawdę śmieszna historia.
- Musisz jakoś przełamać ten niedobór fartu – powiedział Menel, w jednym z wątków naszych rozmów,
- Ba! Ale jak? –
- Nie możesz sam grać. Ktoś musi to robić za ciebie – stwierdził, drapiąc się po brodzie, a w zasadzie po nieogolonym zaroście, gdyż do tego głównie sprowadza się jego broda i twarz właściwie.
- Próbowałem – odparłem – wysyłałem syna, żeby mi wysłał totka i kupił zdrapkę, i nic z tego…
- E, tam! – Prawie się rozzłościł – ale dałeś mu kasę?
- No, oczywiście!
- To do dupy! Gdyby on ci za swoje wysłał, to już by zmieniło nici szczęścia. – Wyraził się niezwykle poetycznie i filozoficznie zarazem, czym mnie zaskoczył, bo on jest raczej pragmatyk.
- Masz na próbę ode mnie trzy zdrapki, a raczej na początek. Postaraj się zebrać jeszcze kilka i dopiero wtedy sprawdź, czy wygrałeś chociaż tytle ile one kosztują.
- Dlaczego?
- Bo, jakbyś teraz zobaczył, że wygrałeś, to byś mi zaraz oddał, a to ma być szczęście dla Ciebie. Zrób, jak mówię i spadaj już! Idź se obejrzeć znowu tę chałupę, którą kupisz synowi, jeżeli wygrasz tyle, by ją kupić.
Wyszedłem, chowając trzy ekstrapensje, po 5 zł każda i, zgodnie z zaleceniem Menela, za każdym razem, gdy ktoś z bliskich wybiera się w pobliże kolektury, to naciągam go na jakąś zdrapkę lub kupon dowolnej gry liczbowej.
Menelowe zdrapki wciąż są niesprawdzone, bo syn jest raczej oszczędny i funduje mi losy za złotówkę.
Szczerze mówiąc, pomysł Menela nie sprawdza się wcale i nadal, od nie pamiętam kiedy, nie odzyskuję nawet kwot, wyłożonych przez bliskich, spełniających moje fanaberię.
A Menel trafił w lotto piątkę.
 
I dobrze mu tak! 
wtorek, 13 maja 2014, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/05/15 10:04:56
ale zawsze może być ten pierwszy raz, i oby było strzałem w 6! :)
-
2014/05/20 00:16:16
Nie w tym życiu.
-
2014/05/21 15:34:01
czytam ten tekst chyba trzeci raz
dobrze na mnie działa
-
2014/05/28 00:18:02
Zosiasz

To dobrze:)