Blog > Komentarze do wpisu

W pogoni za kotem

Ostatnio odnoszę wrażenie, że ściga mnie moja przeszłość.
Objawia się to tym, że pomimo, iż prawie nie opuszczam swojego podwórka, to jeżeli tylko wyjdę za płot (już stoi), spotykam kogoś bardzo dawno niewidzianego i jest to za każdym razem osoba, której – jak uważam po latach – wyrządziłem jakiś rodzaj krzywdy.
Jest to wyłącznie moje osobiste odczucie, bo, jak dotąd, żadna z tych osób, nie postawiła mi żadnego zarzutu, nie wypomniała w sposób jednoznaczny przeszłości, tylko ja sam przypominam sobie, już po pożegnaniu ze spotkanym, czy spotkaną, iż onegdaj nie postąpiłem jak należy.
Tak uważam dzisiaj, z perspektywy minionego czasu i zupełnie innych wydarzeń w moim życiu, niemających nic wspólnego z tymi, o których wspominam.
Bowiem, kiedy owe, niemiłe mojej pamięci, zdarzenia trwały, w mojej głowie nie powstała myśl, że postępuje źle i że powinienem się czegoś wstydzić.
Gdyż młodość jest bardzo wyrozumiała i tolerancyjna dla siebie, i musi się zestarzeć, aby samą siebie zrozumieć.
Listopad tego roku jest, w ogóle, trudnym miesiącem, jakby wraz z opadającymi hurtowo liśćmi, spadały skądś (może z nieba) troski, zmartwienia, złe wieści i chłód serca.
A przecież dzisiaj zjadłem ostatnią malinę prosto z krzaka. Była słodka i wielka, choć znać już było na niej ślad muśnięcia nocnego przymrozku.
Ostatnia, nie znaczy jedyna, jaka pozostała, lecz ta, po której już żadnej innej tego roku nikt z krzaka nie zerwie, bo pozostaną dla ptaków i innych stworzeń, podobnie jak niezerwane do końca jabłka, czy wiśniowe rodzynki, o które toczą spory skrzydlaci goście naszego ogrodu, z wielkim zainteresowaniem podglądani przez Marcina i Toję, oczywiście do momentu, w którym oboje nie postanowią spróbować złapać jakiegoś kolorowego ptaszka, co na szczęście skutkuje wielkim hałasem i trzepotem ulatującej chmary, wcześniej niezauważalnych głodomorów.
Właściwie nazywanie głodomorami tych pierzastych wrzaskliwców, jest sporym niedomówieniem, albowiem w naszym sadzie jedzenia, póki co, mają w bród i na pewno nie muszą kłaść się spać o pustych i burczących brzuszkach. Chyba, że zaburczy im od mieszaniny jagód czarnego bzu, białych kulek śnieguliczek, wspomnianych rodzynków z zasuszonych wiśni, czy kilku gatunków jabłek. A dla koneserów znajdą się jeszcze orzechy zarówno włoskie, jak i laskowe, bo zwyczajowo nigdy wszystkich nie zbieramy.
Żeby im tylko moje psy kota nie pogoniły.
 
Bo potem tylko piórka zbieram.
środa, 16 listopada 2011, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/11/16 20:40:20
Ptaszyska maja u Ciebie w sadzie jak w raju!:)
-
Gość: Ela, *.xdsl.centertel.pl
2011/11/17 09:34:27
Uwielbiam takie stare ogrody.
-
2011/11/18 21:14:46
zazdroszczę Ci trochę tego ogrodu, ja nadal muszę kupować dobroci dla mojego ptasiejewa:)
-
2011/11/20 02:41:16
Ten ogród, to żadna rewelacja, tylko zapuszczony sad,chociaż ongiś moja siostrzenica stwierdziła, że tak właśnie wyobrażała sobie ogród w Edenie.