Blog > Komentarze do wpisu

Obiekty chwały

Nie pamiętam, kto wpadł wtedy na ten pomysł, ale jak znam siebie, to na pewno Tomi.
Jak każdy dobry pomysł, który wpadał nam do głowy pojedynczo, lub kolektywnie, uległ natychmiast realizacji w czasie przewidzianym, czyli kiedy przyszła pora.
Pora przyszła latem, gdy na jednej z łąk ustawiono scenę z drewna i opiłków, czy czegoś, i uchwalono (wtedy trzeba było niezbędnie uchwalić), iż w ramach, i z okazji odbędzie się koncert zespołu utrudzonego przez swoją sławę i inne używki.
My w gronie, między innymi, mieliśmy stanowić dla owego utrudzonego, jak wspomniałem, aplauz, poklask i co tam jeszcze, i oczywiście uodświętnić coś, co, do uodświętnienia było, lecz wybaczcie - starym, to nie pomnę.To mogła być nawet jakaś rocznica, której dziś już nie pamięta nikt (co po mnie znakomicie widać).
Pomysł był prosty, jak budowa cepa, a nawet prostszy, bo z jednego tylko kija, choć - fakt - z oboma końcami. Zakładał ten pomysł, że pójdziemy na koncert ów gremialnie i pomimo, że ustrojowi byliśmy przeciw (a kto nie był?), to udzielimy aplauzu, a i od poklasku się nie będziemy uchylać, jak to opozycja wewnętrzna, bo co nam szkodzi, przecież wiadomo, że radość nasza udawana będzie, co każdy pozna, prócz milicji, bo ona to nas zna, aż za dobrze. Tedy unikać jej postanowiliśmy, tej policji czyli, co to inaczej się nazywała, a też nikt porządny do niej nie szedł pracować.
Podłoże socjologiczno - ustrojowo - obyczajowe z dodatkiem psychologicznym przedstawiłem, do faktów, więc.
Na łące, gdy przybyliśmy, zbierała się już cała okoliczna opozycja, równie, jak my, udająca radość, że jest fajnie i że kapela może rozbuja (co było w zasadzie pewne, bo kapela już wtedy ustrój też zwalczała i bujała jak mało, kto).
Kapela brzdąkaniem, stroiła się do walki (z ustrojem i własną anty - abstynencją) i ponurymi wzroku rzutami badała, czy kmiotkom trzeba grać do upadu, jak w umowie, czy do pierwszych rzygowin. Własnych, rzecz jasna.
Wtedy doznałem nagłego olśnienia i rzekłem profetycznie:
- Jak nie ustawimy się koło kibli, to mamy przesrane, bo się nie dopchamy.
Moja przebiegła proroczość brała się stąd, że piwa mieliśmy bez liku, ale i tak za mało. Na szczęście, było gdzie dokupić, bo w dni uświętniane, to można było dokupić, choć był zakaz, ale władza, subtelna  z natury, pozwalała się z nim mijać, byle lewą stroną.
Moją proroczą propozycję, zrazu chciano zignorować, ale w przeczuciu dziwnym obstawałem i choć nikt się ze mną nie liczył, to w końcu padło tradycyjne:
- Bo ty się k... zawsze przy czymś uprzeć musisz i usadowiliśmy się wygodnie w pobliżu, z desek i tektury wykonanych, obiektów powyżej nazwanych, więc nie powtórzę.
Z pazerności wynikającej z niesprawiedliwego rozdziału dóbr, zakupiliśmy pęta obfite kaszanki i bułek, bo jak z okazji nie korzystać było?
W czasie koncertu, bujając się, uporczywie jedliśmy ową i piwem popijaliśmy.
Bujanie jednak nam zaszkodziło i wtedy okazało się, że, jak zwykle, mądry ze mnie gość.

Stojące blisko kible okazały się stać na moją chwałę.
sobota, 07 sierpnia 2010, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/07 23:13:04
:))))))))))))))) oj z Ciebie to jasnowidz i prorok w jednym;)
-
2010/08/08 12:55:08
Niezły obiekt pamięci.. pewnie do dziś Cię chwalą ;)