Blog > Komentarze do wpisu

Anty-dytyramb

Wciąż jeszcze brzmią mi w uszach hałaśliwe dytyramby na cześć i chwałę narodu za jego zmasowany atak na place i ulice, przez które przejeżdżały kondukty lub migały choćby cienie karawanów po to, żeby wziąć udział w orgiastycznych żałobnych Dionizjach.
Dziś z trwożliwym drżeniem łapię się na myśli, że incydentalnie podglądając te twarze w telewizyjnych przekazach (incydentalnie, bo cyfrowy Polsat przerywał mi co 5 minut nadawanie ostrzeżeniem, że jak nie zapłacę, to wyłączy, ale niestety nie wyłączył), podświadomie oczekiwałem, że w którymś momencie ujrzę wyciągnięte ku karawanom ręce, a w nich uszminkowane pozłotą kielichy z okrzykiem: „nalejcie!” i że nie będzie to, jakby można myśleć po narodzie pijaków i meneli, żądanie wódki, czy denaturatu, w której utopi się rozpacz, lecz, że to będzie najczystszy zew krwi – tej krwi męczeńskiej, chrystusowej, którą ten naród upoić się musi do nieprzytomności dla zachowania swojej tożsamości, a która za niego i dla niego została przelana…
A tu wiosna już wszczęła procedury zmiany krajobrazu i na dzikich śliwkach ujrzałem kwiaty. Pierwszą tej wiosny biel zamiast ponurej czerni i jeszcze bardziej ponurej szarości. Trochę jeszcze łzawe to wszystko, bo deszcz padał, ale zieleń już emanuje kojącym spokojem i lśnią się szmaragdowymi błyskami trawy, niektóre drzewa i krzewy.
Zazdrość we mnie i zawiść, której nie umiem powstrzymać. Nieuzasadniona i podła, bo w obliczu śmierci i tragicznych doznań tych, których śmierć dotknęła.
Sączą się ze mnie zjadliwe uwagi i nie umiem ich zatrzymać, a sąsiedzi i znajomi odwracają ode mnie oczy i ostentacyjnie spluwają w bok, ledwie wstrzymując się przed opluciem mojej twarzy.
Niebo na kilka chwil zrobiło się niebieskie, taką niebieskością, jakiej od wielu lat nie widziałem, bo niezakłóconą ani jedną smugą samolotowych wydzielin. I o wiele cichsza była ta niebieskość, bo nie łomotał o nią żaden charkot samolotowego silnika.
I tęcza…
Nieoczekiwana, intensywna jakby nałożona dziecinną ręką pastelowymi farbami.
Wzruszać się, czy nie wzruszać? To przecież tylko widmo białego światła, rozbite w pryzmacie miliardów kropli i jednym płatku śniegu, który też spadł, niczym cekin z sukni białej damy, może samej Śmierci?
Wczoraj pochowali sołtysa i nie byłem na jego pogrzebie, bo nie miałem tam niczego do szukania. Niczego, co chciałbym znaleźć.
To pojedyncza była ceremonia i nieporównanie mniej podniosła niż te, które incydentalnie zdarzyło mi się obserwować w telewizji. Przyzwoitość nakazywałaby pewnie wysłuchanie mów pogrzebowych księdza i wójta, ale ja je już znam, już je słyszałem. Bo cóż można powiedzieć o życiu zmarłego?
Wyliczyć pełnione niegdyś stanowiska i tytuły, jeśli je miał. Ewentualnie nazwać bohaterem, ale to też już jakieś takie powszednie i nie pobudza refleksyjnie żałobników.
Prawdy o nieboszczyku dowiedzieć się można czasem na stypie pomiędzy jednym, a kolejnym dowcipem i anegdotą o nieobecnym.
Bywa, że właśnie na stypie dopiero ożywa postać człowieka, którego już nie ma.
Jak było u sołtysa, nie wiem, bo nie byłem.
W kolejnym sklepie zamontowano kamery, które obserwują ręce ekspedientek, co natychmiast poszerza obszar wiejskiej biedy, bo dziewczyny boją się dawać „na ołówek”, żeby nie stracić roboty. I nie wiadomo, kto czuje się bardziej upokorzony – błagający o kilka podstawowych produktów na kredyt, czy blada z zażenowania dziewczyna, która odmawia z przebitym bólem sercem?
Szef mówi, że zgodzić się nie może, bo gdy mu Fiskus sprawdzi zapisy z monitoringu i zobaczy, że towar wydany, a nie wbity do kasy fiskalnej, to z mamra nie wyjdzie.
Szkoda by było człowieka, niewątpliwie.
Szkoda też trochę meneli, bo jeszcze się nie otrząsnęli z szoku. Najpierw ta narodowa żałoba, potem sołtys, a teraz jeszcze te kamery i blade ekspedientki.
Dobrze, że wiosna jednak idzie, bo wreszcie będzie można napić się po ludzku w krzakach, podnosząc szklankę trzęsącą ręką, ale nie z zimna.

Tylko z naturalnej przyczyny: delirki.
czwartek, 22 kwietnia 2010, zabociek
52 1320 1537 0583 2853 3000 0001

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/22 21:34:42
Zaboćku, ja z przyjemnością Cię odwiedzam, tylko czasu ostatnio bardzo mi brak:)
Przeżyłam żałobę przed TV, uczestniczyłam w wirtualnej Mszy i pożegnałam umarłych, jak każdego zmarłego człowieka. Z potrzeby ducha i serca. Ale gdzieś w głowie tkwi nieśmiertelne carpe diem...
Pozdrawiam:)
-
2010/04/22 22:54:54
Jak Ty piszesz, Żabociek, to historia. Z prawdziwą satysfakcją i ukojeniem duszy czytam takie rzeczy. Życie to ludzka rzecz. A jak przy okazji odpowiednio umajone stylistycznie to aż przyjemnie człowiekowi, że nie sam na tym morzu martyrologii cudownie niespodzianej. Jutro przeczytam matce, bo śpi teraz nieboga. Stara już i chora, ale mózg działa... działa... Czytam jej co ciekawsze notki (także Twoje). Nie wolno chorej osobie odmawiać tej odrobiny przyjemności.
-
2010/04/22 23:52:32
oksyd

Ależ nie musisz się tłumaczyć z nieobecności. Bywasz tutaj tak często, że i tak należy Ci się jakiś order za cierpliwość.
-
2010/04/22 23:58:41
tani

Dziękuję za zrozumienie. Tym bardziej dziękuję, że ostatnio chyba trudno mi jest zrozumienie osiągnąć nawet u tych, którzy mnie znają i - jak myślałem - lubią.
Życzenia zdrowia dla Mamy i pokłon głębokiego szacunku.
-
2010/04/23 00:58:45
Witaj Zaboćku,

bardzo obfity wpis dałęś - tyle tematów :) Ponawiązuję do nich trochę chaotycznie, i niestety - z konieczności - niewyczerpująco.

Ja też w ostatnich dniach odczuwałem obecność trudnego do zidentyfikowania ducha przesady. Mam jednak wrażenie, że on nie unosił się w bezpośrednim sąsiedztwie samych uroczystości pogrzebowych i żałobnych. Znacznie więcej było go w mediach, a chyba najwięcej w internecie. Samych uroczystości nie odczułem jako orgiastycznych. Uroczystość - z samej swojej natury - musi być trochę przesadna. Uroczystość powinna być celebrowana, a celebracja - to przesada (niejako z definicji).

Za to w prasie i internecie - to mam wrażenie, że właśnie tam, nad nimi, obok naturalnego ducha przesady unosił się jeszcze duch szantażu moralnego, i to mi się już nie podobało. Być może to właśnie ten duch sprowokował Cię do naturalnej reakcji w postaci sączenia złośliwych uwag, jak to określiłeś. Tylko uważaj, gdzie stajesz, żebyś nie znalazł się tam, gdzie ZOMO ;)

Co do twojego akapitu o kielichu - to chyba tym razem Twoja wizja jest nieco przesadna :) A może wygląda na taką na skutek zastosowania przez Ciebie stylistyki ...hm ... gotyckiej (z Twoich różnych stylistyk ta akurat do mnie nie trafia).

Co do narodu pijaków i meneli - to chyba jakaś prowokacja z Twojej strony :) Jak dotąd nikt z komentujących nie dał się na to nabrać, to ja też się nie dam.

Co do sołtysa i pogrzebu - to Twoje refleksje są bardzo dociekliwe i trafiają do mnie. One w pewnym stopniu tłumaczą, dlaczego sytuacja pogrzebu uzasadnia sensowność rytuałów, uroczystości i celebracji. W końcu życie wielu ludzi jest banalne, zatem ich śmierć jest równie banalna. Ja osobiście jestem za tym, żeby ten fakt jakoś ukrywać. Najlepiej przez uroczyste celebrowanie całego zdarzenia. Trochę mi trudno wyjaśnić, dlaczego banalność śmierci będącej zwieńczeniem banalnego życia należy maskować. Jest dla mnie oczywiste, że należy, to coś jakby naturalny aksjomat. Trudność z wyjaśnieniem - Daria Nowak w komentarzach u Alexa pisała o czymś podobnym.

Sprawa kamer w sklepie - tutaj nic nie dodam, nic nie ujmę. Pokazujesz rzeczywistość.

Wiosna, niebo, powietrze itd - no pewnie, że tak.

Pozdrawiam.
-
2010/04/23 01:54:56
Radian
Poniekąd współtwórcą mojego wpisu jest Alex, który ze swoim paradygmatem wstrzelił mi w łeb, a właściwie z niego na wierzch wyłuskał inny, podobny dźwiękowo wyraz - dytyramb i to od razu ze wszystkimi jego kontekstowymi imponderabiliami. Ale to był impuls, reszta już we mnie dojrzewała wcześniej, niczym wino.
Masz rację , że to media zapisały we mnie taki obraz żałoby i wszystkich pogrzebowych ceremonii, i to z nich poczułem ową gorzkawą woń bachanalii. Najbardziej z internetu, bo - jak pisałem - telewizji prawie nie oglądam. Pewnie dlatego, że mam w pamięci to hasło: telewizja kłamie. Teraz , okazuje się , że wszystkie telewizje kłamią i z tych kłamstw nie daje się złożyć żadnej prawdy.
Moja percepcja zdarzeń nieco się zmieniła. Nadal uważam, że ludzie mieli prawo do takiej formy okazywania swojego przerażenia tym, co się stało, bo było to naprawdę niełatwe do ogarnięcia umysłem. Ale później działa już psychologia tłumu i wierz mi, że gdyby ktoś w czasie tych najgłówniejszych ceremonii dał hasło i cel , mogłaby popłynąć krew. Bo świadomie , czy nie świadomie zagęszczano atmosferę. Ty nazywasz to moralnym szantażem i duchem przesady.
Moje złośliwe uwagi nie dotyczyły akurat ani żałoby, ani ceremonii pogrzebowych i napomknąłem o ich istnieniu , nie artykułując , jedynie dla zobrazowania stanu mojej moralnej porażki, klęski nawet.

Kielich, to atrybut uczty i naczynie ofiarne, a także odniesienie do ogólnej metafory zastosowanej w tym wpisie - czyli Dionizji. I nie ma w tym nic gotyckiego, to cała dzisiejsza, wypatroszona patriotycznie Polska - Polska skrzywdzona, ofiarna i mesjanistyczna. Internet mi świadkiem.

Naród pijaków i meneli, tak, to finezyjna prowokacja stereotypem, ale skądinąd, w moim przypadku usprawiedliwiona, bo bliżej mi do pijaków i meneli, niż do elit.

Radianie, moje dosyć przydługie życie coraz bardziej upewnia mnie w przekonaniu, że każde życie okazuje się banalne, gdy się skończy i temu służył akapit o sołtysie, oraz temu, żeby jednak jakoś niebanalnie opowiedzieć o człowieku, którego już nie ma.
Wiosna - tak - jest . Przed chwilą wyszedłem na chwilę by zebrać kilka nocnych myśli i czułem jej intensywny aromat.
Oprócz chłodu , oczywiście.
Pozdrawiam.
-
2010/04/23 08:43:58
Jak mało zostałoby ze wzruszeń, gdyby przyjrzeć im się uważnie, rozsmarowujac uprzednio na szkiełku podstawowym. Może lepiej przeżywać bezmyślnie, podążając raczej za sercem niż za rozumem? Tylko wtedy może braknąć na picie, bo cała kasa spłonie w zniczach.
-
2010/04/25 22:06:55
jasminkowa

Nie mam odpowiedzi na twój komentarz. Myślę nad nim, ale zbyt wiele w moim myśleniu chaosu.
-
2010/04/26 09:24:14
Mhm. Myślenie mnie uwiera ostatnio, więc, jak widać, napisałam bezmyślnie :) Dodam więc, że nader pięknie nam się ta wiosna rozwija, nic sobie nie robiąc z ludzkich spraw i sprawek. Bez względu na niezliczone niegodziwości wokół, mlecze i tak zakwitły, gołębie nadal wiją gniazdko na firmowym balkonie, obsrywając elewację, a wulkan wybucha i spokojnie sobie paraliżuje ruch lotniczy. W związku z powyższym nabyłam prawa do działki pracowniczej, sadzę dzikie róże i mam głębokie poczucie, że wreszcie robię coś, co bez względu na okoliczności musi się udać :)
-
2010/04/26 21:41:40
Z punktu widzenia przyrodniczego, wiosna rozwija się w miarę prawidłowo, chociaż można zauważyć drobne odchylenia. Nie sądzę jednak, żeby to miało wpływ na powodzenie Twoich planów związanych z nabytą działką.
Na pewno Ci się uda:)